Jego pełne imię to Barack Hussein Obama II. Urodził się w tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym pierwszym roku, czwartego sierpnia na Hawajach, w Honolulu. Obecnie jest jednym z najważniejszych ludzi na naszej planecie, głowa Stanów Zjednoczonych, największego ziemskiego mocarstwa. Przez zostaniem prezydentem USA był senatorem stanu Illionis, a wybory prezydenckie wygrał w dwa tysiące ósmym roku. Kandydaci opowiadający się za Obamą zdobyli w sumie trzysta sześćdziesiąt pięć mandatków w pięciuset trzydziestym ósmym mandatowym Kolegium Elektorskim. Jego największym przeciwnikiem był John McCain. Oficjalnie wybór Prezydenta Stanów Zjednoczonych został dokonany pod koniec dwa tysiące ósmego roku, piętnastego grudnia. Jego ojciec, Barack Obama senior, był afrykanczykiem, który wywodził się z mało znanego plemienia Luo. Narodził się w kenijskim miasteczku Nyaza, a jego matka – rodowita Angielka z korzeniami indiańskimi i irlandzkimi – w stanie Kansas. Ich losy spotkały się w tysiąc dziewięcset sześćdziesiątym roku. Studiowali razem na University of Hawaii w Nanoa. To właśnie tam sam ojcec obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych studiował po utrzymaniu zagranicznego stypendium. Rodzice spodobali się sobie od razu, nie wiedzieli jednak, jak ważnego człowieka przywołają na ten świat. Ślub rodziców Baracka Obamy odbył się w tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym pierwszym roku, dokładnie – drugiego lutego. Już w sierpniu tego samego roku na świat przyszedł ich syn – Barack Hussein Obama II. Jednak rodzice rozwiedli się bardzo szybko, kiedy Barack miał zaledwie dwa latka. Było to w tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym czwartym roku. Ojciec postanowił po rozwodzie wziąć się ponownie za siebie i zaczął kontynuować studia doktoranckie. Chciał w końcu wrócić do Kenii i udało mu się. Jednak w tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym drugim roku Barack Obama senior zginął w groźnym wypadku samochodowym. Przyszły Prezydent Stanów Zjednoczonych pozostał w ten sposób bez ojca. Całkiem niedawno, bo w dwutysięcznym szóstym roku sam Barack Obama postanowił udać się do swoich korzeni, do małego miasteczka, w którym urodził sie jego ojciec. Była to mała wioska nieopodal Kisumu w biedniejszej Kenii, po zachodniej stronie, gdzie stacjonowali głównie rolnicy. Potem Barack wyznał, że odwiedzanie swoich korzeni to niesamowite przeżycie i każdy, kto wychowuje się w taki sposób, jak on – poza swoim korzennym miejscem – powinien kiedyś zrobić sobie taką wycieczkę. Było to dla niego bardzo ważne przeżycie. Jak mówią pogłoski, to właśnie tam obiecał sobie, że zostanie Prezydentem Stanów Zjednoczonych. W 1966 roku matka Baracka postanowiła wyjść ponownie za mąż. Tym razem wybrankiem jej serca był Lolo Soetoro, który był, podobnie jak jego ojciec, zagranicznym studentem przesiadującym w Stanach Zjednoczonych na warunkach ustalonych przez stypendium. Rok później cała rodzina przeniosła się do Dżakarty, stolicy Indonezji, miejsca pochodzenia Lolo. Mimo koljenych dzieci, jakie urodziła nowemu mężowi matka Obamy, postanowili rozwieść się w latach siedemdziesiątych poprzedniego wieku. W tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym siódmym roku ojczym Baracka zmarł przez dolegliwości spowodowane chorobą wątroby. Do dziesiątego roku życia Obama mieszkał w Dżakarcie, gdzie prowadzone były lekcje w indonezyjskim języku. Obama, jak twierdzą jego współpracownicy, do dzisiaj mówi poprawnie w tym języku. Potem udał się z powrotem do Honolulu, gdzie zamieszkiwał z dziadkami swojej matki. W końcu dostał się do Punahou School. W rodzinie było to coś wielkiego. Nikt tam nie miał wyższego wykształcenia, co dla wszystkich oznaczało coś w rodzaju podniesienia statusu dla całej rodziny. Dzieki niemu rodzina czuła się ważniejsza, bardzo istotna dla samej siebie i środowiska. Jego dziadkowie mówili cały czas, że przeczuwają, iż to będzie najważniejszy dzień w jego życiu, że czeka go wielka sprawa. Obama w 2007 roku sam przyznał, że miał w życiu pewien słaby, haniebny okres. Mianowicie kiedy był uczniem szkoły średniej zdarzało mu się bardzo często sięgać po różnego rodzaje alkohole oraz narkotyki. Przyznał się, że zażywał bardzo dużo marihuany. Był bardzo uczciwy – nie twierdził, że był to zły okres i że potem miał wielkie wyrzuty z tego powodu, jak mówi wielu przyłapanych na podobnym wybrykach polityków. Powiedział, że sam okres bardzo mu się podobał, jednak potem, kiedy już wyszedł na prostą, zrozumiał, iż był to okres wielkiego marnotrastwa i marnowania czasu. I że dla ludzi chcących osiągnąć sukces po prostu jest to nieopłacalne. Gdy ukończył szkołę średnią postanowił udać się do Columbia Universtity w Nowym Jorku. Wybrał kierunek Politologia ze specjalizacją stosunków międzynarodowych. Zdobył stopień licencjata i zatrudnił się w Business International Corporation oraz New York Public Interest Research Group. Potem postanowił udać się do Chicago, a tam postanowił zatrudnić się jako aktywny działacz społeczny. Został dyrektorym wielu rozwijających się projektów społecznościowych i współpracował z niezbyt dobrze opłacalnymi ludźmi z Roseland. Wszyscy wspominają go jako bardzo pomocnego, młodego człowieka, pełnego pasji i chęci niesienia pomocy.
Kategorie
- Mity (3)
- Najnowsza (15)
- Starożytność (7)
- Wojny (12)
- Wojsko (10)
Westerplatte
Najbardziej trudnym do obrony był południowy odcinek Westerplatte, gdzie krzaki i drzewa, ograniczając pole obserwacji naszych posterunków pozwalały nieprzyjacielskim żołnierzom podejść niepostrzeżenie pod mur. Tam niemieccy saperzy założyli ładunki wybuchowe. Żaden z niemieckich żołnierzy, biegnących do pierwszego ataku nie spodziewał się, że po ostrzale z dział pancernika obrońcy mogą stawić silny opór. Niemcy biegli wprost pod lufę wielkiego karabinu maszynowego; co najmniej kilkunastu żołnierzy nieprzyjacielskich padło w tej próbie sforsowania polskiej obrony. Po chwili odezwały się karabiny z placówki Prom, doskonale zamaskowane, o istnieniu której Niemcy nie wiedzieli. Żołnierze niemieccy poderwali się do ataku, ale na próżno, ponownie rozprószył ich celny atak. Przed wpół do siódmej wysłano informacje o wycofaniu się grupy niemieckiej z powodu dużej ilości ofiar. Niemcy odstępowali, zabierając z pola rannych i zabitych. Pancernik tego dnia otworzył ogień po raz drugi, ale tym razem kanonada trwała pól godziny. Przed godziną dziewiątą, niemiecka piechota morska, wsparta działem ponowiła atak. Sytuacja polskich obrońców była już znacznie trudniejsza, ponieważ zdradzono pozycje promu, odpierając pierwszy atak. Załoga promu liczyła dwadzieścia jeden osób, a naprzeciw nich Szlo prawie stu esesmanów i żołnierzy piechoty morskiej. Dowództwo promu zdało sobie sprawę, że nie ma szans na zwycięstwo w obliczu silniejszego liczebnie wroga, więc wycofywali się do wartowni numer 1. Niemcy ruszyli za nimi. Przekazano dowództwu meldunek, że zbliżają się do polskiej wartowni. Ściany wartowni zaprojektowano tak, aby mogły osłonić załogę przed odłamkami i pociskami karabinowymi, ale nie mogłyby wytrzymać wybuchów pocisków artyleryjskich, ale wartownie miały swoje sekrety. Do marca 1939 roku znali go tylko oficerowie i nieliczni podoficerowie. Reklama: