Feldmarszałek Rommel miał popełnić samobójstwo.Nie pozostawiono mu żadnego wyboru. Hitler chciał za wszelką cenę uniknąć ujawnienia faktu, że Rommel Bral udział w spisku. Czternastego października 1944 roku dwaj generałowie ze sztabu Hitlera przyjechali do domu Rommela; przywieźli cyjanek. Rómmel doskonale wiedział, czego się spodziewać; gestapowcy po cywilnemu otoczyli jego dom. Wiele rzeczy wskazuje na to, że nawet w godzinie śmierci Rommel nie potrafił się całkowicie odciąć od Hitlera. Dostał piętnaście minut na pożegnanie, a potem opuścił dom, a syn odprowadził go do samochodu. Wkrótce potem Rommel zażył truciznę, oczywiście, lekarz sfałszował akt zgonu: stwierdził atak serca w wyniku ran, odniesionych na froncie zachodnim. W południowoniemieckim miasteczku, podczas pogrzebu państwowego, zarządzonego przez Hitlera, naród niemiecki zegnał się z Marszalkiem Rommelem. Uroczystość rozpoczęto marszem żałobnym, potem nastąpiła mowa pogrzebowa. Można było odnieść wrażenie, że powodu katastrofy, do której doszło Rómmel miał poczucie zmarnowanego życia. Erwin Rommel przeszedł długą drogę od ulubionego generała do wroga Hitlera.Na końcu tej drogi był gotowy zrobić coś, co było nie do pomyślenia i przypłacił to życiem. Uważa się, że Rommel do końca był konsekwentny. Gdyby przeżył, byłby pewnie strzępem człowieka i prawdopodobnie w ostatnich chwilach swojego życia czul, ze stoi po właściwej stronie. W każda rocznicę śmierci Rommela, przy jego grobie spotykają się dawni wrogowie, pochylając Glowy przed człowiekiem, który chciał zrobić wielką karierę i był do samego końca wdzięczny swojemu opiekunowi i przywódcy. Składają hołd człowiekowi, który odmówił dokonywania zbrodni, ale cały czas służył zbrodniarzowi. Był człowiekiem, który chciał się pozbyć Hitlera, ale nie potrafił się od niego odciąć; był człowiekiem pełnym sprzeczności. W pewnym sensie można stwierdzić, że Rommel obrósł specyficzną legendą. Miał wielu zwolenników, ale nie brakowało mu także przeciwników. Świat jest pelę wielu sprzeczności, a jedną z nich był feldmarszałek Rommel. Jakby nie patrzeć, historia ma poświeciła mu swoją część, tak samo, jak poświeciła ją zagorzałym nazistom, jak i komunistom. Naród niemiecki, jak każdy inny był podzielony w swoich przekonaniach.Prawdą jest, że Hitler omamił większość społeczeństwa swoimi zapędami panowania nad całym światem. Wielu popierało jego politykę eksterminacji narodów podbitych. Wielu zaraziło się wielką i fanatyczną nienawiścią do innych narodów, a jednocześnie fanatycznym uwielbieniem do swojego wodza. Praktycznie, gdyby nie fanatyzm, przypuszczalnie, Niemcy nie zdołaliby opanować w tak krótkim czasie ogromnego obszaru Europy. Jednak w tym wielkim i bardzo brutalny świecie, przepełnionym fanatyzmem było wielu, którzy sprzeciwiali się polityce nazistowskiej oraz temu, w jaki sposób traktują oni ludzi. Hitler nie tylko niszczył inne narody. Z zaciekłością niszczył także swoich przeciwników we własnym kraju i własnej narodowości. Wielu z nich przplacilo życiem swoje poglądy. Można mieć nadzieję, że po takich doświadczeniach, więcej nikt nigdy nie będzie chciał dokonywać tak nikczemnych zbrodni, zbrodni, które wycisnęły piętno nie tylko na narodach podbitych, ale na całym świecie i wielu dźwiga to piętno do dnia dzisiejszego.
Kategorie
- Mity (3)
- Najnowsza (15)
- Starożytność (7)
- Wojny (12)
- Wojsko (10)
Westerplatte
Najbardziej trudnym do obrony był południowy odcinek Westerplatte, gdzie krzaki i drzewa, ograniczając pole obserwacji naszych posterunków pozwalały nieprzyjacielskim żołnierzom podejść niepostrzeżenie pod mur. Tam niemieccy saperzy założyli ładunki wybuchowe. Żaden z niemieckich żołnierzy, biegnących do pierwszego ataku nie spodziewał się, że po ostrzale z dział pancernika obrońcy mogą stawić silny opór. Niemcy biegli wprost pod lufę wielkiego karabinu maszynowego; co najmniej kilkunastu żołnierzy nieprzyjacielskich padło w tej próbie sforsowania polskiej obrony. Po chwili odezwały się karabiny z placówki Prom, doskonale zamaskowane, o istnieniu której Niemcy nie wiedzieli. Żołnierze niemieccy poderwali się do ataku, ale na próżno, ponownie rozprószył ich celny atak. Przed wpół do siódmej wysłano informacje o wycofaniu się grupy niemieckiej z powodu dużej ilości ofiar. Niemcy odstępowali, zabierając z pola rannych i zabitych. Pancernik tego dnia otworzył ogień po raz drugi, ale tym razem kanonada trwała pól godziny. Przed godziną dziewiątą, niemiecka piechota morska, wsparta działem ponowiła atak. Sytuacja polskich obrońców była już znacznie trudniejsza, ponieważ zdradzono pozycje promu, odpierając pierwszy atak. Załoga promu liczyła dwadzieścia jeden osób, a naprzeciw nich Szlo prawie stu esesmanów i żołnierzy piechoty morskiej. Dowództwo promu zdało sobie sprawę, że nie ma szans na zwycięstwo w obliczu silniejszego liczebnie wroga, więc wycofywali się do wartowni numer 1. Niemcy ruszyli za nimi. Przekazano dowództwu meldunek, że zbliżają się do polskiej wartowni. Ściany wartowni zaprojektowano tak, aby mogły osłonić załogę przed odłamkami i pociskami karabinowymi, ale nie mogłyby wytrzymać wybuchów pocisków artyleryjskich, ale wartownie miały swoje sekrety. Do marca 1939 roku znali go tylko oficerowie i nieliczni podoficerowie. Reklama: