5W Grecji odkryto wiele twierdz z końca epoki brązu. Wśród nich także „złotą twierdzę Agamemnona” w Mykenach. Na szczycie wysokiego wzgórza wznosi się pałac Agamemnona. Bronią go mury z kamieni cyklopich o długości 900 metrów. Mur zbudowano z ogromnych głazów i jest typowy dla okresu mykeńskiego. Średnia grubość muru wynosi pięć metrów. Powierzchnia chroniona murami stanowi jedną szóstą powierzchni twierdzy obronnej. Nad bramą jest bastion, z którego obrońcy bombardowali nieprzyjaciół. Główną bramę twierdzy nazwano „Bramą Lwów”, gdyż nad wejściem znajdowały się rzeźby tych zwierząt. Bramę tworzą cztery masywne bloki z kamienia. Blok główny waży prawie dwadzieścia ton. W murze znaleziono także dwa małe, wąskie wyjścia, przez które mogła przejść tylko jedna osoba. Poza murami znajdował się podziemny zbiornik, do którego wchodziło się przez tunel z wejścia wewnątrz murów. Na początku XII wieku p.n.e. wschodnie wybrzeża Morza Śródziemnego padły ofiarą niszczycielskich najazdów. W ciągu kilku następnych dziesięcioleci, cywilizacja mykeńska upadła i całkowicie zanikła. Po ostatnim jej świadectwie znajdujemy tylko broń obcego pochodzenia. Uzbrojenie mykeńskie przetrwało w niewielu miejscach. Odnaleziono wazę, na której bez wątpienia pokazani są wojownicy mykeńscy z czasów wojny trojańskiej. Ich ubiór wskazuje jednak, że przybyli oni z miejsca o chłodniejszym klimacie. Tarcze ich mają charakter półksiężyca i są wciąż bardzo prymitywne. Dwa znalezione miecze świadczą o przemieszczaniu się ludów środkowoeuropejskich na tereny Italii i Grecji. Niedawno w Mykenach odkryto też łuskę z brązu o wymiarach 5 x 2 cm., pochodzącą z Asyrii. Nie można wykluczyć, że pochodzi ona z łupów podczas wojny trojańskiej. Wiadomo jednak, że typ ten w ówczesnych czasach był bardzo szeroko stosowany. Sulla spotkał się z wojskami barbarzyńców w pobliżu OrchomenosPo zwycięskiej dla Rzymian bitwie pod Cheroneją doszły Lucjusza Sullę wieści, że nowa, jeszcze większa od poprzedniej, armia barbarzyńców nadciąga ze wschodu. Dowodzona była przez Dorylaosa, wodza sprawnego, aczkolwiek nie dość jeszcze doświadczonego. Dorylaos ogromnie chciał jak najszybciej zmierzyć się z Sullą w walnej bitwie, co odradzał mu gorąco Archelaos. Gdy po pewnym czasie od bitwy pod Cheroneją wojska sullańskie spotkały się z barbarzyńcami pod komendą Dorylaosa, ten, widząc potęgę rzymskiej armii, bitwy poniechał – wolał połączyć się z Archelaosem i dopiero podówczas rozpocząć walkę. W końcu obie armie rozłożyły się w pobliżu Orchomenos, na ogromnej równinie beockiej, która byłaby idealnym terenem dla działań konnicy, gdyby nie jeden szkopuł, który Sulla zamierzał skrzętnie wykorzystać. Otóż na północy równiny płynęła szeroka i wartka rzeka Melas, wokół której rozciągały się na wiele metrów bardzo błotniste ziemie. Lucjusz Sulla, będąc wodzem sprytnym i doświadczonym, zamierzał odciąć wojska nieprzyjacielskie od możliwości wjazdu na ubity grunt i zmusić je do poruszania się po wspomnianych błotach. Doszło do sytuacji, która mogła zakończyć się klęską Rzymian W tym celu rozkazał swoim żołnierzom kopanie rowów i wałów, tak, by nieprzyjaciel – nie mogąc przez nie się przedostać – zbliżył się do rzeki Melas, a przez to stracił możliwość pełnego manewrowania konnicą i bojowymi wozami wyposażonymi w kosy. Na nieszczęście dla Rzymian Archelaos zauważył bardzo szybko, że legioniści Sulli rozpoczęli takie prace – wysłał od razu dużą część swojej armii aby im to uniemożliwić. Rzymian atak barbarzyńców zaskoczył i przestraszył. Nie ma w tym jednak nic dziwnego, pracujący przy pracach ziemnych miast pełnego rynsztunku i mieczy w gotowości mieli raczej łopaty, dobrze uzbrojone i w pełni gotowe do boju były jedynie dwa legiony pilnujące pracujących, jednak te – o dziwo – także przestraszyły się szalonego ataku mnóstwa barbarzyńców. Armia sullańska zaczęła się rozpadać, żołnierze uciekali jak gdyby nie byli w stanie stawić barbarzyńcom odporu. Lucjusz Sulla widząc to wkroczył do akcji. Zeskoczył z konia którego aktualnie dosiadał, chwycił sztandar z rzymskim orłem i biegając pomiędzy uciekającymi żołnierzami z wielką wściekłością wołał „Żołnierze, gdy spytają was, gdzie zdradziliście swego wodza, nie zapomnijcie: pod Orchomenos!”. Okazało się, że barbarzyńcy sami chcą zawrzeć pokój z Rzymem Nie znaczy to jednak, że Lucjusz Sulla koniecznie chciał udać się do azjatyckiego Pontu by tam własnoręcznie schwytać i zabić bądź w inny sposób ukarać Mitrydatesa. Takie przedsięwzięcie byłoby niezwykle kosztowne, długotrwałe, a ponadto trudne. Lucjusz Sulla intensywnie myślał o jakimś pokoju z pontyjskim królem, oczywiście jak najbardziej dogodnym dla Rzymu. Wtedy to spotkało go ogromne szczęście. Otóż przybył do niego pewien kupiec, który zbiegiem okoliczności na imię miał Archelaos. Twierdził on, że Archelaos dowódca wojsk pontyjskich pragnie się z Lucjuszem Sullą spotkać, aby porozmawiać o ewentualnym rozejmie lub pokoju. Sulla na te wieści ogromnie się uradował – okazało się, że wróg sam wyciąga do niego rękę z prośbą o pokój. To oznaczało, że być może uda się szybko zakończyć wojnę, wytargowawszy w dodatku całkiem przyzwoite warunki pokoju. Dzięki temu Sulla mógłby powrócić z dumą do Rzymu, jak ten, który poskromił Mitrydatesa, a następnie rozprawić się ze swoimi wrogami politycznymi, którzy po prawdzie byli także prawdziwymi wrogami Rzymu, jego praw i dotychczasowego porządku. Sulla udał się więc na rozmowy z Archelaosem.