Dedal był mieszkańcem greckiego miasta Ateny. Należał do rodziny królewskiej. Był bardzo zdolnym, utalentowanym człowiekiem. Nie miał żadnych trudności w rzemiosłach budowlanych, wynalazkach, był kowalem oraz rzeźbiarzem. Cieszył się ogromnym szacunkiem, jednak tego było mu mało – zazdrościł wszystkim sławy i bogactwa. Jego siostrzeniec w jednym okazał się lepszym – wynalazł piłę, co doprowadziło go do furii, w której zabił go. Wygnano go wtedy z Aten i zatrzymał się na Krecie, gdzie zbudował dla tamtejszego króla Minosa labirynt. Ten zachwycony jego geniuszem zabronił mu opuszczać miasto. Wymyślił więc sposób ucieczki, którego kluczem były skrzydła sklejone woskiem. Uciekając z synem wznieśli się na nich wysoko pod niebo. Ikar po raz pierwszy czuł w życiu takie podniecenie, więc zaczął lecieć coraz wyżej mimo iż Dedal wcześniej ostrzegał go, iż to może skończyć się tragicznie. Ikar nie usłuchał, spadł, zabijając się, a ojciec osiadł w małym miasteczku . Syzyf był bardzo bogatym władcą miasta Korynt. Ludzie bardzo go sobie cenili, był porządnym człowiekiem. Takim samym szacunkiem darzyli go Bogowie, z związku z czym zapraszali go na wielkie uczty na Olimp. Czego nigdy nie robili z innym człowiekiem, jemu pozwolili skosztować boskiej ambrozji. Jednak Syzyf był typowym plotkarzem, zatem często po powrocie na ziemię, do miasta Korynt, lubił opowiadać, co piszczy w bożej trawie. Był bardzo niedyskretny, a kiedy dowiedzieli się o tym mieszkańcy Olimpu, zesłali do niego boga śmierci. Jednak Syzyf uwięził go i udało mu się uciec. Kiedy piekło zaczęło się wyludniać Bogowie wysłali jeszcze jednego boga, by uwolnił poprzedniego i żeby obydwaj zrobili z krnąbrnym Syzyfem porządek. Syzyf w międzyczasie żył spokojnie w innym mieście, ale został namierzony i przyszła pora na karę. Postanowiono, że będzie wtaczał na wielką górę wielki kamień, a tuż przed końcem zawsze mu się obsunie i przez to będzie musiał zaczynać od początku. Syzyf zaczął swoją wieczną pracę.
Kategorie
- Mity (3)
- Najnowsza (15)
- Starożytność (7)
- Wojny (12)
- Wojsko (10)
Westerplatte
Najbardziej trudnym do obrony był południowy odcinek Westerplatte, gdzie krzaki i drzewa, ograniczając pole obserwacji naszych posterunków pozwalały nieprzyjacielskim żołnierzom podejść niepostrzeżenie pod mur. Tam niemieccy saperzy założyli ładunki wybuchowe. Żaden z niemieckich żołnierzy, biegnących do pierwszego ataku nie spodziewał się, że po ostrzale z dział pancernika obrońcy mogą stawić silny opór. Niemcy biegli wprost pod lufę wielkiego karabinu maszynowego; co najmniej kilkunastu żołnierzy nieprzyjacielskich padło w tej próbie sforsowania polskiej obrony. Po chwili odezwały się karabiny z placówki Prom, doskonale zamaskowane, o istnieniu której Niemcy nie wiedzieli. Żołnierze niemieccy poderwali się do ataku, ale na próżno, ponownie rozprószył ich celny atak. Przed wpół do siódmej wysłano informacje o wycofaniu się grupy niemieckiej z powodu dużej ilości ofiar. Niemcy odstępowali, zabierając z pola rannych i zabitych. Pancernik tego dnia otworzył ogień po raz drugi, ale tym razem kanonada trwała pól godziny. Przed godziną dziewiątą, niemiecka piechota morska, wsparta działem ponowiła atak. Sytuacja polskich obrońców była już znacznie trudniejsza, ponieważ zdradzono pozycje promu, odpierając pierwszy atak. Załoga promu liczyła dwadzieścia jeden osób, a naprzeciw nich Szlo prawie stu esesmanów i żołnierzy piechoty morskiej. Dowództwo promu zdało sobie sprawę, że nie ma szans na zwycięstwo w obliczu silniejszego liczebnie wroga, więc wycofywali się do wartowni numer 1. Niemcy ruszyli za nimi. Przekazano dowództwu meldunek, że zbliżają się do polskiej wartowni. Ściany wartowni zaprojektowano tak, aby mogły osłonić załogę przed odłamkami i pociskami karabinowymi, ale nie mogłyby wytrzymać wybuchów pocisków artyleryjskich, ale wartownie miały swoje sekrety. Do marca 1939 roku znali go tylko oficerowie i nieliczni podoficerowie. Reklama: szkolenia księgowość