9Ponownie Niemcy musieli wycofać się. Ich dowódca został śmiertelnie ranny. W raportach pisano, ze przejęcie Westerplatte przez grupy szturmowe jest niemożliwe, również próby przedostania się przez kanał i wzięcie Westerplatte od zachodu zakończyły się fiaskiem. Bombowce nurkujące JU87 nadleciały drugiego września wieczorem. Sześćdziesiąt samolotów przez czterdzieści minut atakowało polską placówkę; zrzuciły osiem i pól tony bomb. Jedna z nich, najcięższa trafiła w wartownię numer 5, zabijając całą załogę. Uszkodzony został budynek koszar i zerwana łączność telefoniczna. Gdyby tuż po nalocie niemieccy żołnierze podjęli szturm, zapewnie nie udałoby się ich zatrzymać. Wyrwa, jaka powstała w naszej obronie po zniszczeniu wartowni była zbyt duża. Rozmowa dowódcy Westerplatte, majora Henryka Sucharskiego z jego zastępca odbyła się w podziemiach koszar. Sucharski miał pewne prawo do poddania się, zwłaszcza, że rozkaz obrony wyznaczony był na dwanaście godzin, tyle obrońcy Westerplatte mieli wytrzymać. Sprawa kapitulacji wyszła dopiero czwartego września w czasie narady oficerów i podoficerów. Wszyscy jednogłośnie uznali, że należy walczyć nadal. Trzeciego września Wielka Brytania i Francja wypowiedziały wojnę Niemcom, a ludzie w Warszawie wiwatowali na cześć sojuszników, wierzyli, że na Bałtyk wpłynie potężna flota brytyjska, a silna armia francuska uderzy na Niemcy. Francuscy dowódcy nie byli skłonni do planowania większych działań ofensywnych. Uznały ponadto, że szybkie postępy wojsk niemieckich w Polsce czynią tę operację zbytecznymi. Zaobserwowano ruch na francuskich lotniskach, a nalot na punkty strategiczne wywołałoby pożądany efekt, jednak rządy Francji i Wielkiej Brytanii odrzucały taką możliwość, ale były to samoloty z ulotkami. Radiostacja na Westerplatte znaczona, milczała, nasłuchiwano jedynie wiadomości radiowych, z których wynikał coraz tragiczniejszy obraz stacji w Polsce. Żaden z polskich żołnierzy nie mógł przypuszczać, że za deklaracją wypowiedzenia wojny Niemcom, Wielka Brytania i Francja nie podejmą poważniejszych działań bojowych. Z każdym dniem ataki przybierały na sile. Niemcy wprowadzili do ataku torpedowce i trałowce, które ostrzeliwały Westerplatte od strony morza. Lotnictwo ponawiało ataki. Wobec samolotów, żołnierze na Westerplatte, pozbawieni broni przeciwlotniczej byli całkowicie bezradni. Bombardowaniom z morza i powietrza towarzyszył silny ostrzał, prowadzony przez moździerze. Ich pociski spowodowały poważne uszkodzenie budynku koszar. Nie było już szans na odsiecz. Polska marynarka ponosiła dotkliwe straty. Na lądzie wojska również odnosiły szybkie sukcesy. Meldunki z frontu tworzyły dla Polaków obraz katastrofy. W ciągu siedmiu dni obrony Westerplatte zginę piętnastu żołnierzy, a kilkudziesięciu zostało rannych. Major Sucharski poddał Westerplatte z ciężkim sercem, bólem i stratami w ludziach.

1W Paryżu Rommel spotkał się z dowódcą frontu zachodniego.Do tych dwóch ludzi miał dołączyć Hitler. Chcieli przekonać Hitlera do zakończenia wojny na zachodzie. Niestety, ale stanowisko rządu niemieckiego było zupełnie odmienne od tego, jakie reprezentował Rómmel. Dwudziestego siódmego czerwca Rommel i Hitler spotkali się po raz ostatni. Wtedy Hitler nawet nie dopuścił go do głosu, a w tym samym czasie Steufenberg przygotowywał zamach na życie dyktatora. Była to jedyna metoda, by położyć kres zabijaniu, uwolnić się od zbrodniczego reżimu, uratować ojczyznę i osobisty honor wielu ludzi. Jeśli ktoś wiedział, co się dzieje, musiał próbować to zakończyć. Wysłano emisariusza do Rommela, który powiadomił go o mającym się wkrótce odbyć zamachu. Była to ostatnia próba pozyskania Rommela dla planu pozbycia się Hitlera. Spiskowcami kierował rozsądek i determinacja. Ludzie ci mieli szeroko otwarte oczy i doskonale wiedzieli, co dzieje się wokoło. Hitlerowi od dłuższego czasu podawano fałszywe informacje, dotyczące sytuacji na wszystkich frontach, a dodatkowo, jego obsesja na punkcie wielkiej III Rzeszy i panowania nad całym światem nadal była silna. Ostatnia namowa do współpracy przy zamachu udała się.Cztery dni później Rommel jeszcze raz zaapelował do Hitlera, ale ponownie bezskutecznie. Informował Hitlera o faktycznej sytuacji armii niemieckiej. Było to przesłane za pomocą telegramu. Tym samym, całkowicie nieświadomie wydal na siebie wyrok. Oczywiście, Rommel nie spodziewał się odpowiedzi, ale miał zuchwały plan zakończenia wojny na własną rękę. Chciał skapitulować i oddać Francję Amerykanom, Anglikom i Francuzom. Miał nadzieję, że w obliczu ataku na Hitlera w Berlinie, wejście aliantów przebiegnie stosunkowo gładko, a to oznaczałoby koniec Hitlera. W ten sposób chciał jak najlepiej przysłużyć się ojczyźnie. Wiedział, że w tej sytuacji konieczny jest rozejm z aliantami, bo inaczej dojdzie do tragedii. Gdyby udało mu się zakończyć wojnę, nie byłoby nalotów na Drezno, a setki miast nie zostałyby zniszczone. Przypuszcza się, że po dwudziestym lipca zginęło znacznie więcej żołnierzy, niż przed tą datą. Straty były ogromne, zwłaszcza, że alianci dążyli do całkowitego rozgromienia Niemiec, jako ostateczna rozprawa z Hitlerem. Rómmel codziennie jeździł na front i doskonale widział, co się tam dzieje.Musiał zdobyć zaufanie dowódców i przekonać ich, by poparli jego plan pokojowy. Dwa razy ryzykował życie, by ratować swoich ludzi: raz pod Al. Alamein, kiedy się wycofał wbrew rozkazowi, a drugi raz, spiskując z podległymi mu dowódcami. Siedemnastego lipca Rommel udał się do generała, powiernika Hitlera, próbując i jego przeciągnąć na swoją stronę i przekonać o swej racji. W tym samym czasie myśliwce RAFu startowały już do walki. Centrum operacji była miejscowość w Normandii. Tam piloci odkryli samochód na drodze, do którego otworzono ogień. Strzelano do wszystkich pojazdów, jakie się tylko pojawiły w zasięgu ognia, nie wiedziano, kto jest w środku. Ciężko rannego Rommela zabrano do szpitala wojskowego. Rómmel doznał poważnych uszkodzeń Glowy. Trzy dni później Steufenberg zdetonował bombę w kwaterze głównej Hitlera, ale zamach się nie udał. Następnego dnia Hitler odwiedził rannych. Rommel, pisząc do rodziny, doskonale wiedział, że jego listy są czytane. Powoli wracał do zdrowia, ale lewe oko nadal było obrzmiale. Rómmel codziennie jeździł na front i doskonale widział, co się tam dzieje.Musiał zdobyć zaufanie dowódców i przekonać ich, by poparli jego plan pokojowy. Dwa razy ryzykował życie, by ratować swoich ludzi: raz pod Al. Alamein, kiedy się wycofał wbrew rozkazowi, a drugi raz, spiskując z podległymi mu dowódcami. Siedemnastego lipca Rommel udał się do generała, powiernika Hitlera, próbując i jego przeciągnąć na swoją stronę i przekonać o swej racji. W tym samym czasie myśliwce RAFu startowały już do walki. Centrum operacji była miejscowość w Normandii. Tam piloci odkryli samochód na drodze, do którego otworzono ogień. Strzelano do wszystkich pojazdów, jakie się tylko pojawiły w zasięgu ognia, nie wiedziano, kto jest w środku. Ciężko rannego Rommela zabrano do szpitala wojskowego. Rómmel doznał poważnych uszkodzeń Glowy. Trzy dni później Steufenberg zdetonował bombę w kwaterze głównej Hitlera, ale zamach się nie udał. Następnego dnia Hitler odwiedził rannych. Rommel, pisząc do rodziny, doskonale wiedział, że jego listy są czytane. Powoli wracał do zdrowia, ale lewe oko nadal było obrzmiale.

33Wyroki śmierci bardzo często wydawali lokalni dowódcy CZEKA. Kierowali się oni wyłącznie własnym uznaniem i wyroki te z reguły wykonywano w nocy: około pierwszej w nocy więźniów wyprowadzano z cel, a gdy zebrali się już na korytarzu, prowadzono ich do komendantury i tam dowiadywali się, że zostali skazani na śmierć. Następnie wyprowadzano ich na dziedziniec więzienny, już rozebranych, nagich. Ci ludzie skazani nawet nie usiłowali się bronić, zdarzało się nawet, że żegnali się ze swoimi oprawcami. Na dziedzińcu lub w ogrodzie mordowano ich strzałami z rewolwerów w tyl Glowy, a następnie układano warstwami w płytkich grobach. Ilu ludzi zginęło w ten sposób, tego nie dowiemy się nigdy, natomiast jedno jest pewne: ten straszny, czerwony terror, którego największe nasilenie przypadło w Polowie 1919 roku spełnił swoje zadanie. Społeczeństwo zostało sterroryzowane, zaczęło się bać, podporządkowało się nowej władzy. Dzisiaj już nikt nie potrafi określić liczby ofiar terroru w pierwszych latach po rewolucji. Lokalni dowódcy WCZEKI, przemianowanej potem na OGPU prześcigali się w niszczeniu wrogów ludu. Czasami wystarczały delikatne dłonie, czasami pierścionek na palcu, aby trafić do więzienia i pod mur. W oddziale specjalnym II osadzano specjalnych więźniów. W oddziale specjalnym II istniało także laboratorium X, które powstało najprawdopodobniej tuż po rewolucji, na polecenie Lenina. Zadaniem laboratorium X było przygotowywanie trucizn i stosowanie ich, czyli wykonywanie za ich pomocą wyroków śmierci. Prawdopodobnie istnieje zalakowana koper4ta, zawierająca nazwiska ofiar laboratorium X, choć nigdy rząd radziecki nie potwierdził tego. Bez wątpienia jest na niej n owsisko szwedzkiego bankiera, Raula Valenberga, zamordowanego na Lubiance w 1947 roku. Być może są tam również nazwiska tych, którzy wydawali wyroki śmierci: szefów radzieckich tajnych służb. Temat ten jest nieustannie owiany tajemnicą, chociaż minęło już bardzo wiele lat. Z jednej strony trudno się dziwić, że obecny rząd rosyjski nie ma ochoty rozgrzebywać tamtych czasów, w końcu, jako rząd, ponosi w pewnym sensie odpowiedzialność za swój kraj i powinien zająć w tej kwestii jakieś konkretne stanowisko. Coś już wiemy w tej kwestii, ale potrzeba jeszcze sporo czasu, by cala dramatyczna prawda mogła ujrzeć światło dzienne.