14Puszcza św. Jana znajduje się około 7 kilometrów od Dukli, na lewym brzegu Jasiołki. Miejsce to związane jest z pierwszym etapem życia duchowego Duklanina. Obecna lokalizacja pustelni, utrwaliła się dopiero w XVIII wieku. Jest to mała śródleśna polana. Wznosi się na niej malutki kościółek, a obok niego drewniana pustelnia – dom rekolekcyjny i metalowa dzwonnica. Nieco dalej znajduje się drewniana chatka i pasieka. Poniżej kościoła znajduje się źródło wody, otoczone sztuczną grotą z kamieni. Woda płynąca z tego źródła uważana jest z cudowną i posiadająca właściwości lecznicze. W grocie zaś ustawiona jest statua Świętego. Miejsce to od wieków odwiedzane jest przez pielgrzymów. Zagospodarowane zostało w XVII wieku. W 1769 roku, wzniesiono tu pierwszą drewnianą kapliczkę. W tym samym czasie, co kaplica, postawiony został niewielki domek pustelnika. Kilka lat później obie te budowle spłonęły. Obecny budynek powstał z kamienia, w stylu neogotyckim. Nad wejściem znajduje się taras z kamienną balustradą, a na szczycie widnieje sylwetka Michała Anioła walczącego z szatanem. Wnętrze zdobi polichromia, przedstawiająca scenki z życia św. Jana. Złota studzienka usytuowana została u podnóża północno – zachodniego stoku góry Cergowej. Według tradycji miało to być pierwsze miejsce, gdzie święty Jan rozpoczął życie eremity. Złota studzienka, to obetonowane źródło, nad którym wzniesiono kaplicę. Jest ona drewniana, z sześcioboczną wieżyczką, którą wieńczy krzyż. W środku znajduje się maleńki ołtarz, z figurą Świętego. Stół ołtarzowy wykonany jest z kamienia, za nim znajduje się wnęka, w której umieszczona została wspomniana już figurka św. Jana. Do kapliczki wiodą strome, murowane schody. Najwyższym wzniesieniem w Beskidzie Dukielskim jest Piotruś. To tutaj nękany przez pasterzy, przeniósł się Święty. Po jego pobycie pozostała tu Święta Woda, źródełko bijące pod szczytem. Zostało ono oczyszczone a obok ustawiony został krzyż i drewniana kapliczka. W jej wnętrzu wisi drukowany obraz przedstawiający postać św. Jana. Pomimo, że kult świętego Jana z Dukli był bardzo żywy, to przez długi czas nie otrzymał on kościelnej aprobaty. O kulcie tym wiedzieli jednak arcybiskupi lwowscy i oni mu sprzyjali i nie byli przeciwni. Pierwszy myśl o beatyfikacji podsunął ojciec Bernardyn Avelides. Starania o beatyfikację rozpoczęto w marcu 1615 roku. Proces ten ciągnął się bardzo długo. Zakończony został dopiero 21 stycznia 1733 roku. Wówczas to papież Klemens XII, zaliczył Jana w poczet błogosławionych. Starania o kanonizację rozpoczęto natomiast z inicjatywy ojca Wenantego Tyszkowskiego, a August III już w 1757 roku, wysłał do papieża Benedykta XIV i kardynała protektora Albaniego, prośbę o kanonizację Jana z Dukli. Ten proces również był trudny i długotrwały. Został jednak zakończony sukcesem. 10 czerwca 1997 roku, podczas Mszy Świętej celebrowanej w Krośnie, papież Jan Paweł II ogłosił błogosławionego Jana – świętym.

7Przez cały sierpień 1939 roku załoga składnicy tranzytowej na Westerplatte budowała polowe umocnienia. Prace trwały wyłącznie w nocy, co pozwalało ukryć je przed Niemcami, którzy z wysokich budynków, na brzegu kanału portowego mieli doskonały wgląd w to, co działo się na terenie polskiej placówki. Polskie dowództwo zdawało sobie sprawę, że w przypadku konfliktu Westerplatte będzie pierwszym celem niemieckiego ataku, dlatego wzmacniano siły. Na Westerplatte przemycono dwa działa przeciwpancerne kalibru pięćdziesiąt pięć milimetrów i cztery moździerze. W cywilnych ubraniach Przybylo osiemdziesięciu jeden żołnierzy i w ten sposób liczebność załogi wzrosła do nieco ponad dwuseto żołnierzy. Dwudziestego trzeciego sierpnia z drugiej strony kanału portowego dobiegały odgłosy wielkiej niemieckiej fety. Wieczorem i w nocy niemieccy mieszkańcy miasta świętowali zarządzenie senatu wolnego miasta Gdańsk, który odrzucił międzynarodową kontrolę, czyniąc z Gdańska niezależne państwo. Niemiecka wrogość wobec Polski była już widoczna nakaż dym kroku. Na ulicach Gdańska było coraz więcej żołnierzy. Przez centrum ciągnęły transporty wojska z ciężką bronią. To już nie była tylko demonstracja siły. Zagrożenie agresją niemiecką stawało się coraz bardziej realne, a praktycznie w tym dniu było oczywiste, choć Polacy o tym jeszcze nie wiedzieli do końca. Dwudziestego piątego sierpnia 1939 roku pancernik Shlezwick Holstein, idący do Gdańska zastopował maszyny na pełnym morzu. Do burty zaczęły dobijać trałowce, jeden po drugim, a z ich pokładów wspinali się na burtę pancernika żołnierze piechoty marynarki wojennej. Nad ranem, pancernik, prowadzony przez dwa holowniki wszedł do kanału portowego i zatrzymał się w głębi portu, gdzie odbyła się uroczystość powitania. Oficjalnie, pancernik przybył z kurtuazyjną wizytą z okazji dwudziestej piątej rocznicy zatonięcia na Bałtyku krążownika Magnum. Zgodnie z protokółem, dowódca pancernika zszedł na ląd, aby złożyć wizytę Wysokiemu komisarzowi Polski w Gdańsku, którą ten rewizytował jeszcze tego samego dnia. Trzydziestego pierwszego sierpnia, przed północą, dwustu dwudziesto pięcioosobowy oddział piechoty morskiej zszedł z pokładu pancernika i zajął pozycje wyjściowe Mewim Szańcu, stałym forcie, odległym o czterysta metrów od bramy polskiej składnicy tranzytowej na Westerplatte. Rozkaz nakazywał pełną gotowość bojową na godzinę trzecią trzydzieści. Jednocześnie nad brzegiem kanału portowego Niemcy zaczęli przygotowywać stanowiska i mieli wspierać atak. Pluton karabinów maszynowych zajął miejsca, dalej ustawiono karabiny maszynowe niemieckiej służby ochrony wybrzeża i agańskiej policji. Ogółem Niemcy przygotowali do szturmu na Westerplatte prawie trzy tysiące trzystu żołnierzy.