Puszcza św. Jana znajduje się około 7 kilometrów od Dukli, na lewym brzegu Jasiołki. Miejsce to związane jest z pierwszym etapem życia duchowego Duklanina. Obecna lokalizacja pustelni, utrwaliła się dopiero w XVIII wieku. Jest to mała śródleśna polana. Wznosi się na niej malutki kościółek, a obok niego drewniana pustelnia – dom rekolekcyjny i metalowa dzwonnica. Nieco dalej znajduje się drewniana chatka i pasieka. Poniżej kościoła znajduje się źródło wody, otoczone sztuczną grotą z kamieni. Woda płynąca z tego źródła uważana jest z cudowną i posiadająca właściwości lecznicze. W grocie zaś ustawiona jest statua Świętego. Miejsce to od wieków odwiedzane jest przez pielgrzymów. Zagospodarowane zostało w XVII wieku. W 1769 roku, wzniesiono tu pierwszą drewnianą kapliczkę. W tym samym czasie, co kaplica, postawiony został niewielki domek pustelnika. Kilka lat później obie te budowle spłonęły. Obecny budynek powstał z kamienia, w stylu neogotyckim. Nad wejściem znajduje się taras z kamienną balustradą, a na szczycie widnieje sylwetka Michała Anioła walczącego z szatanem. Wnętrze zdobi polichromia, przedstawiająca scenki z życia św. Jana. Złota studzienka usytuowana została u podnóża północno – zachodniego stoku góry Cergowej. Według tradycji miało to być pierwsze miejsce, gdzie święty Jan rozpoczął życie eremity. Złota studzienka, to obetonowane źródło, nad którym wzniesiono kaplicę. Jest ona drewniana, z sześcioboczną wieżyczką, którą wieńczy krzyż. W środku znajduje się maleńki ołtarz, z figurą Świętego. Stół ołtarzowy wykonany jest z kamienia, za nim znajduje się wnęka, w której umieszczona została wspomniana już figurka św. Jana. Do kapliczki wiodą strome, murowane schody. Najwyższym wzniesieniem w Beskidzie Dukielskim jest Piotruś. To tutaj nękany przez pasterzy, przeniósł się Święty. Po jego pobycie pozostała tu Święta Woda, źródełko bijące pod szczytem. Zostało ono oczyszczone a obok ustawiony został krzyż i drewniana kapliczka. W jej wnętrzu wisi drukowany obraz przedstawiający postać św. Jana. Pomimo, że kult świętego Jana z Dukli był bardzo żywy, to przez długi czas nie otrzymał on kościelnej aprobaty. O kulcie tym wiedzieli jednak arcybiskupi lwowscy i oni mu sprzyjali i nie byli przeciwni. Pierwszy myśl o beatyfikacji podsunął ojciec Bernardyn Avelides. Starania o beatyfikację rozpoczęto w marcu 1615 roku. Proces ten ciągnął się bardzo długo. Zakończony został dopiero 21 stycznia 1733 roku. Wówczas to papież Klemens XII, zaliczył Jana w poczet błogosławionych. Starania o kanonizację rozpoczęto natomiast z inicjatywy ojca Wenantego Tyszkowskiego, a August III już w 1757 roku, wysłał do papieża Benedykta XIV i kardynała protektora Albaniego, prośbę o kanonizację Jana z Dukli. Ten proces również był trudny i długotrwały. Został jednak zakończony sukcesem. 10 czerwca 1997 roku, podczas Mszy Świętej celebrowanej w Krośnie, papież Jan Paweł II ogłosił błogosławionego Jana – świętym.
Kategorie
- Mity (3)
- Najnowsza (15)
- Starożytność (7)
- Wojny (12)
- Wojsko (10)
Westerplatte
Najbardziej trudnym do obrony był południowy odcinek Westerplatte, gdzie krzaki i drzewa, ograniczając pole obserwacji naszych posterunków pozwalały nieprzyjacielskim żołnierzom podejść niepostrzeżenie pod mur. Tam niemieccy saperzy założyli ładunki wybuchowe. Żaden z niemieckich żołnierzy, biegnących do pierwszego ataku nie spodziewał się, że po ostrzale z dział pancernika obrońcy mogą stawić silny opór. Niemcy biegli wprost pod lufę wielkiego karabinu maszynowego; co najmniej kilkunastu żołnierzy nieprzyjacielskich padło w tej próbie sforsowania polskiej obrony. Po chwili odezwały się karabiny z placówki Prom, doskonale zamaskowane, o istnieniu której Niemcy nie wiedzieli. Żołnierze niemieccy poderwali się do ataku, ale na próżno, ponownie rozprószył ich celny atak. Przed wpół do siódmej wysłano informacje o wycofaniu się grupy niemieckiej z powodu dużej ilości ofiar. Niemcy odstępowali, zabierając z pola rannych i zabitych. Pancernik tego dnia otworzył ogień po raz drugi, ale tym razem kanonada trwała pól godziny. Przed godziną dziewiątą, niemiecka piechota morska, wsparta działem ponowiła atak. Sytuacja polskich obrońców była już znacznie trudniejsza, ponieważ zdradzono pozycje promu, odpierając pierwszy atak. Załoga promu liczyła dwadzieścia jeden osób, a naprzeciw nich Szlo prawie stu esesmanów i żołnierzy piechoty morskiej. Dowództwo promu zdało sobie sprawę, że nie ma szans na zwycięstwo w obliczu silniejszego liczebnie wroga, więc wycofywali się do wartowni numer 1. Niemcy ruszyli za nimi. Przekazano dowództwu meldunek, że zbliżają się do polskiej wartowni. Ściany wartowni zaprojektowano tak, aby mogły osłonić załogę przed odłamkami i pociskami karabinowymi, ale nie mogłyby wytrzymać wybuchów pocisków artyleryjskich, ale wartownie miały swoje sekrety. Do marca 1939 roku znali go tylko oficerowie i nieliczni podoficerowie. Reklama: wynajem osuszaczy
Przez cały sierpień 1939 roku załoga składnicy tranzytowej na Westerplatte budowała polowe umocnienia. Prace trwały wyłącznie w nocy, co pozwalało ukryć je przed Niemcami, którzy z wysokich budynków, na brzegu kanału portowego mieli doskonały wgląd w to, co działo się na terenie polskiej placówki. Polskie dowództwo zdawało sobie sprawę, że w przypadku konfliktu Westerplatte będzie pierwszym celem niemieckiego ataku, dlatego wzmacniano siły. Na Westerplatte przemycono dwa działa przeciwpancerne kalibru pięćdziesiąt pięć milimetrów i cztery moździerze. W cywilnych ubraniach Przybylo osiemdziesięciu jeden żołnierzy i w ten sposób liczebność załogi wzrosła do nieco ponad dwuseto żołnierzy. Dwudziestego trzeciego sierpnia z drugiej strony kanału portowego dobiegały odgłosy wielkiej niemieckiej fety. Wieczorem i w nocy niemieccy mieszkańcy miasta świętowali zarządzenie senatu wolnego miasta Gdańsk, który odrzucił międzynarodową kontrolę, czyniąc z Gdańska niezależne państwo. Niemiecka wrogość wobec Polski była już widoczna nakaż dym kroku. Na ulicach Gdańska było coraz więcej żołnierzy. Przez centrum ciągnęły transporty wojska z ciężką bronią. To już nie była tylko demonstracja siły. Zagrożenie agresją niemiecką stawało się coraz bardziej realne, a praktycznie w tym dniu było oczywiste, choć Polacy o tym jeszcze nie wiedzieli do końca. Dwudziestego piątego sierpnia 1939 roku pancernik Shlezwick Holstein, idący do Gdańska zastopował maszyny na pełnym morzu. Do burty zaczęły dobijać trałowce, jeden po drugim, a z ich pokładów wspinali się na burtę pancernika żołnierze piechoty marynarki wojennej. Nad ranem, pancernik, prowadzony przez dwa holowniki wszedł do kanału portowego i zatrzymał się w głębi portu, gdzie odbyła się uroczystość powitania. Oficjalnie, pancernik przybył z kurtuazyjną wizytą z okazji dwudziestej piątej rocznicy zatonięcia na Bałtyku krążownika Magnum. Zgodnie z protokółem, dowódca pancernika zszedł na ląd, aby złożyć wizytę Wysokiemu komisarzowi Polski w Gdańsku, którą ten rewizytował jeszcze tego samego dnia. Trzydziestego pierwszego sierpnia, przed północą, dwustu dwudziesto pięcioosobowy oddział piechoty morskiej zszedł z pokładu pancernika i zajął pozycje wyjściowe Mewim Szańcu, stałym forcie, odległym o czterysta metrów od bramy polskiej składnicy tranzytowej na Westerplatte. Rozkaz nakazywał pełną gotowość bojową na godzinę trzecią trzydzieści. Jednocześnie nad brzegiem kanału portowego Niemcy zaczęli przygotowywać stanowiska i mieli wspierać atak. Pluton karabinów maszynowych zajął miejsca, dalej ustawiono karabiny maszynowe niemieckiej służby ochrony wybrzeża i agańskiej policji. Ogółem Niemcy przygotowali do szturmu na Westerplatte prawie trzy tysiące trzystu żołnierzy.