Broń snajperska jest typową bronią do walki na duży dystans i doskonale się do tego celu nadaje. Człowiek, który obsługuje taką broń to oczywiście snajper, czyli człowiek, który wybitnie opanował techniki strzeleckie, ponieważ w przypadku strzelania snajperskiego nie wystarczy potrafić pociągnąć za spust, ale trzeba doskonale znać warunki atmosferyczne panujące, dookoła ponieważ nawet najmniejszy podmuch wiatru na odległości dwóch kilometrów diametrycznie zmieni trajektorię lotu pocisku, a więc snajper musi to wszystko przewidzieć i opanować na tyle obsługę takiej broni, aby być skutecznym, ponieważ od tego właśnie zależy to czy on przeżyje, ponieważ każdy nietrafiony strzał powoduje większe ryzyko wykrycia, a wykryty snajper najczęściej zostaje bardzo szybko zlikwidowany, co jest dość smutne. Misje snajperskie są najczęściej misjami w samotności. Snajperzy muszą zlikwidować cel z jak największą skutecznością. Broń snajperska najczęściej jest bronią wyposażoną w lunetę, które fikcyjnie przybliża nam cel. Pierwotna broń do ataku z dystansu to oczywiście łuk, który był wykorzystywany już w starożytności do między innymi polowań na zwierzynę przez myśliwych i oczywiście zdawał znakomicie egzamin, ponieważ zastosowanie łuku przetrwało bardzo długi czas. Łuk to bardzo porasta broń w budowie, ponieważ wykorzystuje w swoim składzie jedynie jakiś kij, który charakteryzuje się odpowiednia elastyczności i oczywiście cięciwą, która napinana daje nam możliwość miotania pociskami, jakimi są oczywiście strzały. Strzały w łuku są niekiedy bardzo śmiercionośne, ponieważ największą tajemnicą skuteczności strzał jest ich zakończenie i oczywiście między innymi również to gdzie trafimy nasz cel. Trafienie w serce, albo jakiś inny bardzo wrażliwy cel oznacza niemalże natychmiastową śmierć. Bardzo często strzały wystrzeliwane łuku były zatruwane, co oczywiście nawet przy małym draśnięciu powodowało dostanie się trucizny do krwi, co w konsekwencji powodowało powolną i często bolesną śmierć celu trafionego przez strzałę.Kolejny etap rozwoju łuku to oczywiście kusza. Konstruktorów kuszy zainspirowało oczywiście działanie łuku, który sprawdzał się przez tyle set lat i niósł śmierć tak wielką skutecznością, a więc dlaczego by nie możne udoskonalić takiego przedmiotu. Kusza to już bardziej zaawansowany przedmiot, ponieważ wykorzystano tutaj już użycie spustu, który powodował natychmiastowe zwolnienie cięciwy i wystrzelenie pocisku, którym już nie była strzała tylko bełt. Oczywiście bełt jest bardzo podobny do strzały jednak jest o wiele krótszy i najczęściej nie posiada grotu, ale jest zaostrzony. Bełty są miotane z większą prędkością, a więc mogą być wystrzeliwane na większe odległości, co zwiększa zasięg kuszy. Jest to przewaga kuszy nad łukiem, ale oczywiście strzelanie z łuku odbywa się szybciej, ponieważ ponowne załadowanie kuszy musie trochę potrwać i poza tym zabiera więcej siły, ponieważ naciągnięcie cieńcie kuszy wymaga o wiele więcej siły niż ma się to w przypadku używania łuku. Obydwie bronie są śmiercionośne.
Kategorie
- Mity (3)
- Najnowsza (15)
- Starożytność (7)
- Wojny (12)
- Wojsko (10)
Westerplatte
Najbardziej trudnym do obrony był południowy odcinek Westerplatte, gdzie krzaki i drzewa, ograniczając pole obserwacji naszych posterunków pozwalały nieprzyjacielskim żołnierzom podejść niepostrzeżenie pod mur. Tam niemieccy saperzy założyli ładunki wybuchowe. Żaden z niemieckich żołnierzy, biegnących do pierwszego ataku nie spodziewał się, że po ostrzale z dział pancernika obrońcy mogą stawić silny opór. Niemcy biegli wprost pod lufę wielkiego karabinu maszynowego; co najmniej kilkunastu żołnierzy nieprzyjacielskich padło w tej próbie sforsowania polskiej obrony. Po chwili odezwały się karabiny z placówki Prom, doskonale zamaskowane, o istnieniu której Niemcy nie wiedzieli. Żołnierze niemieccy poderwali się do ataku, ale na próżno, ponownie rozprószył ich celny atak. Przed wpół do siódmej wysłano informacje o wycofaniu się grupy niemieckiej z powodu dużej ilości ofiar. Niemcy odstępowali, zabierając z pola rannych i zabitych. Pancernik tego dnia otworzył ogień po raz drugi, ale tym razem kanonada trwała pól godziny. Przed godziną dziewiątą, niemiecka piechota morska, wsparta działem ponowiła atak. Sytuacja polskich obrońców była już znacznie trudniejsza, ponieważ zdradzono pozycje promu, odpierając pierwszy atak. Załoga promu liczyła dwadzieścia jeden osób, a naprzeciw nich Szlo prawie stu esesmanów i żołnierzy piechoty morskiej. Dowództwo promu zdało sobie sprawę, że nie ma szans na zwycięstwo w obliczu silniejszego liczebnie wroga, więc wycofywali się do wartowni numer 1. Niemcy ruszyli za nimi. Przekazano dowództwu meldunek, że zbliżają się do polskiej wartowni. Ściany wartowni zaprojektowano tak, aby mogły osłonić załogę przed odłamkami i pociskami karabinowymi, ale nie mogłyby wytrzymać wybuchów pocisków artyleryjskich, ale wartownie miały swoje sekrety. Do marca 1939 roku znali go tylko oficerowie i nieliczni podoficerowie. Reklama:
Przez cały sierpień 1939 roku załoga składnicy tranzytowej na Westerplatte budowała polowe umocnienia. Prace trwały wyłącznie w nocy, co pozwalało ukryć je przed Niemcami, którzy z wysokich budynków, na brzegu kanału portowego mieli doskonały wgląd w to, co działo się na terenie polskiej placówki. Polskie dowództwo zdawało sobie sprawę, że w przypadku konfliktu Westerplatte będzie pierwszym celem niemieckiego ataku, dlatego wzmacniano siły. Na Westerplatte przemycono dwa działa przeciwpancerne kalibru pięćdziesiąt pięć milimetrów i cztery moździerze. W cywilnych ubraniach Przybylo osiemdziesięciu jeden żołnierzy i w ten sposób liczebność załogi wzrosła do nieco ponad dwuseto żołnierzy. Dwudziestego trzeciego sierpnia z drugiej strony kanału portowego dobiegały odgłosy wielkiej niemieckiej fety. Wieczorem i w nocy niemieccy mieszkańcy miasta świętowali zarządzenie senatu wolnego miasta Gdańsk, który odrzucił międzynarodową kontrolę, czyniąc z Gdańska niezależne państwo. Niemiecka wrogość wobec Polski była już widoczna nakaż dym kroku. Na ulicach Gdańska było coraz więcej żołnierzy. Przez centrum ciągnęły transporty wojska z ciężką bronią. To już nie była tylko demonstracja siły. Zagrożenie agresją niemiecką stawało się coraz bardziej realne, a praktycznie w tym dniu było oczywiste, choć Polacy o tym jeszcze nie wiedzieli do końca. Dwudziestego piątego sierpnia 1939 roku pancernik Shlezwick Holstein, idący do Gdańska zastopował maszyny na pełnym morzu. Do burty zaczęły dobijać trałowce, jeden po drugim, a z ich pokładów wspinali się na burtę pancernika żołnierze piechoty marynarki wojennej. Nad ranem, pancernik, prowadzony przez dwa holowniki wszedł do kanału portowego i zatrzymał się w głębi portu, gdzie odbyła się uroczystość powitania. Oficjalnie, pancernik przybył z kurtuazyjną wizytą z okazji dwudziestej piątej rocznicy zatonięcia na Bałtyku krążownika Magnum. Zgodnie z protokółem, dowódca pancernika zszedł na ląd, aby złożyć wizytę Wysokiemu komisarzowi Polski w Gdańsku, którą ten rewizytował jeszcze tego samego dnia. Trzydziestego pierwszego sierpnia, przed północą, dwustu dwudziesto pięcioosobowy oddział piechoty morskiej zszedł z pokładu pancernika i zajął pozycje wyjściowe Mewim Szańcu, stałym forcie, odległym o czterysta metrów od bramy polskiej składnicy tranzytowej na Westerplatte. Rozkaz nakazywał pełną gotowość bojową na godzinę trzecią trzydzieści. Jednocześnie nad brzegiem kanału portowego Niemcy zaczęli przygotowywać stanowiska i mieli wspierać atak. Pluton karabinów maszynowych zajął miejsca, dalej ustawiono karabiny maszynowe niemieckiej służby ochrony wybrzeża i agańskiej policji. Ogółem Niemcy przygotowali do szturmu na Westerplatte prawie trzy tysiące trzystu żołnierzy.
Ponownie Niemcy musieli wycofać się. Ich dowódca został śmiertelnie ranny. W raportach pisano, ze przejęcie Westerplatte przez grupy szturmowe jest niemożliwe, również próby przedostania się przez kanał i wzięcie Westerplatte od zachodu zakończyły się fiaskiem. Bombowce nurkujące JU87 nadleciały drugiego września wieczorem. Sześćdziesiąt samolotów przez czterdzieści minut atakowało polską placówkę; zrzuciły osiem i pól tony bomb. Jedna z nich, najcięższa trafiła w wartownię numer 5, zabijając całą załogę. Uszkodzony został budynek koszar i zerwana łączność telefoniczna. Gdyby tuż po nalocie niemieccy żołnierze podjęli szturm, zapewnie nie udałoby się ich zatrzymać. Wyrwa, jaka powstała w naszej obronie po zniszczeniu wartowni była zbyt duża. Rozmowa dowódcy Westerplatte, majora Henryka Sucharskiego z jego zastępca odbyła się w podziemiach koszar. Sucharski miał pewne prawo do poddania się, zwłaszcza, że rozkaz obrony wyznaczony był na dwanaście godzin, tyle obrońcy Westerplatte mieli wytrzymać. Sprawa kapitulacji wyszła dopiero czwartego września w czasie narady oficerów i podoficerów. Wszyscy jednogłośnie uznali, że należy walczyć nadal. Trzeciego września Wielka Brytania i Francja wypowiedziały wojnę Niemcom, a ludzie w Warszawie wiwatowali na cześć sojuszników, wierzyli, że na Bałtyk wpłynie potężna flota brytyjska, a silna armia francuska uderzy na Niemcy. Francuscy dowódcy nie byli skłonni do planowania większych działań ofensywnych. Uznały ponadto, że szybkie postępy wojsk niemieckich w Polsce czynią tę operację zbytecznymi. Zaobserwowano ruch na francuskich lotniskach, a nalot na punkty strategiczne wywołałoby pożądany efekt, jednak rządy Francji i Wielkiej Brytanii odrzucały taką możliwość, ale były to samoloty z ulotkami. Radiostacja na Westerplatte znaczona, milczała, nasłuchiwano jedynie wiadomości radiowych, z których wynikał coraz tragiczniejszy obraz stacji w Polsce. Żaden z polskich żołnierzy nie mógł przypuszczać, że za deklaracją wypowiedzenia wojny Niemcom, Wielka Brytania i Francja nie podejmą poważniejszych działań bojowych. Z każdym dniem ataki przybierały na sile. Niemcy wprowadzili do ataku torpedowce i trałowce, które ostrzeliwały Westerplatte od strony morza. Lotnictwo ponawiało ataki. Wobec samolotów, żołnierze na Westerplatte, pozbawieni broni przeciwlotniczej byli całkowicie bezradni. Bombardowaniom z morza i powietrza towarzyszył silny ostrzał, prowadzony przez moździerze. Ich pociski spowodowały poważne uszkodzenie budynku koszar. Nie było już szans na odsiecz. Polska marynarka ponosiła dotkliwe straty. Na lądzie wojska również odnosiły szybkie sukcesy. Meldunki z frontu tworzyły dla Polaków obraz katastrofy. W ciągu siedmiu dni obrony Westerplatte zginę piętnastu żołnierzy, a kilkudziesięciu zostało rannych. Major Sucharski poddał Westerplatte z ciężkim sercem, bólem i stratami w ludziach.
Projekt ten jest tajny do dnia dzisiejszego. Tunel o średnicy 4 metrów miał chronić 40 tyś. rządowych linii telefonicznych i telegraficznych, łączących Londyn z siecią międzynarodową. Prace rozpoczęto pod koniec 1939 r. Poza kablami tunel kryl pomieszczenia operatorów telekomunikacyjnych i inżynierów. Jednak tunel trzeba było połączyć z siecią międzynarodową. Zastosowano do tego podziemną siec metra, która teraz chroniła łączność ze światem zewnętrznym. Dostęp przewodom komunikacyjnym do Centrali Faradaya zapewniał specjalny szyb, ale i centrala była zagrożona, więc zaplanowano budowę bunkra na powierzchni, chroniący budynek przed bombami. Zbudowany bunkier mógł wytrzymać wielomiesięczny atak i tym samym zapewniał łączność z siecią międzynarodową. Bunkier i sieć tuneli zapewniły Churchillowi stalą łacność. Pod centrum miasta zbudowano najgłębszy i zupełnie nowy schron dla generała Aisenhauera. Tunele te mogły pomieścić 8 tyś. ludzi. W tunelach położono kable komunikacyjne dla utrzymania łączności. Dzięki wielkiemu kompleksowi tuneli alianci mogli opracowywać odpowiednie strategie i tym sposobem pokonać agresora. Bez tego schronu myślistwo RAFu poniosłoby klęskę. Wtedy Niemcy rozpoczęli naloty na cele cywilne, dlatego niezbędny był nowy schron w centrum Londynu. Rozpoczął się jeden z najbardziej niezwykłych i tajnych projektów budowlanych. Postulowano za ewakuacją rządu z Londynu, jednak Churchill obawiał się, że wywoła to panikę. Churchill na stale przeniósł się do schronu dopiero wtedy, gdy bomba zburzyła mu dom. Przez wiele lat schron, powstały przy samym budynku parlamentu pozostawał tajemnicą. Na parterze znajdowały się prywatne pomieszczenia premiera, strzeżone przez żołnierzy. Aneks ten nie był odporny na bombardowania. Co prawda, zapewniał ochronę, ale istniało ryzyko zniszczenia, nakazano więc przebudowę. Rozpoczęto montaż odpornej na bomby płyty nad podziemnymi pomieszczeniami schronu. Nad schronem umieszczono masywną betonowa płytę, która miała wchłonąć silę eksplozji. Spoczęła ona na konstrukcji ze stalowych belek, zamontowanych w ścianach. Budowa trwała półtora roku przez całą dobę. W schronie znajdowało się około 200 pomieszczeń rządowych. Poziom niżej znajdowały się pokoje Churchilla. Wiodą do nich 3 korytarze, a każdy chroniony stalowymi grodziami. Schron miał działać w warunkach wojennych, więc musiał być samowystarczalny. W razie odcięcia od zaopatrzenia miał własne zapasy wody. Agregaty prądotwórcze zapewniały działanie wszystkich systemów. Nie posiadał on systemu ogrzewania. Padok pełnił ważną funkcję. W razie ewakuacji Londynu, padok miał stanowić centrum londyńskiego ruchu oporu. Znajdowało się tam pomieszczenie, będące centrum wojskowego dowodzenia. Prawdopodobnie każdy rodzaj sil zbrojnych posiadał osobne pomieszczenie: marynarki wojennej, lotnictwa i wojsk lądowych. Chociaż rozkazu ewakuacji Londynu nie wydano, padok pozostawał w pełnej gotowości. Zwołano tam jedno posiedzenie gabinetu, ale był problem z dojazdem: członkowie gabinetu zgubili drogę. W końcu uznano, że to nieodpowiednie miejsce na posiedzenie rządu. Padok nie spełnił swojego zadania, ale był ważny. Pomógł inżynierom w ustaleniu zasad budowy schronów i stanowił prototyp dla późniejszych konstrukcji.