6Sulla, dzięki swym zdolnościom wodzowskim, opanował kryzys Te słowa sprawiły, że większość żołnierzy zmitygowała się i ruszyła w drugą stronę, kierowana przez Lucjusza Sullę na wraże wojska. Impet rzymskiego ataku był ogromny, Sulla po raz kolejny okazał się genialnym wodzem – z przestraszonego i uciekającego wojska w kilka chwil uczynił na powrót zwartą i karną morderczą machinę. Barbarzyńcy przerażeni siłą i szybkością rzymskiego odwetu rozpoczęli ucieczkę do swego obozu, Lucjusz Sulla wraz ze swymi podkomendnymi ścigali ich aż do jego murów. Następnie Sulla nakazał otoczyć go zwartym korowodem żołnierzy, tak, aby podobna sytuacja z przeszkadzaniem w pracach ziemnych się już nie powtórzyła. W dodatku Sulla pragnął pojmać Archelaosa, nie chciał, by ten znowu – tak jak w Pireusie i pod Cheroneją – mu uciekł. Obóz barbarzyńców został więc otoczony, a działo się to już pod wieczór. Jak opisuje Plutarch i Appian, barbarzyńcy spędzili niebywale ciężką noc, cały czas nękani rzymskimi atakami. Po prawdzie jednak te nocne ataki nie mogły wyrządzić obozowi rzeczywistej szkody. Sytuacja rozgorzała z całym potencjałem dopiero gdy nastał wschód słońca i sytuacja była dosłownie jaśniejsza. Wojska rzymskie w zasadzie szturmem wpadły do wrażego obozu i wycięły w pień nieprzyjaciół Lucjusz Korneliusz Sulla zarządził zmasowany szturm na wraży obóz, nakazał swym żołnierzom atakować go z całą zaciekłością i siłą jaką mogą z siebie wykrzesać. Ci, będąc mu wierni i posłuszni, zastosowali się do rozkazu i po krótkiej, acz niezwykle zażartej i pełnej ofiar po obu stronach walce, zniszczyli jeden z rogów obozu, w taki sposób, że mogli już do niego wejść. Na nieszczęście dla Rzymian barbarzyńcy nie próżnowali – Archelaos bardzo szybko zarządził obsadzenie dużą ilością żołnierzy owego zniszczonego rogu. Jak pisze Plutarch, Rzymianie bardzo długo zwlekali z uderzeniem na ten punkt – wyglądało bowiem tak, jak gdyby każdy kto zbliży się do dziury miał zostać zaraz zabity przez czyhających i gotowych do ataku podwładnych Archelaosa. W końcu, po dłuższym czasie oczekiwania, pewien Rzymianin ruszył na wyłom, a w dodatku udało mu się zabić atakującego go barbarzyńcę. Co prawda po chwili sam również został powalony, ale jego działanie spowodowało przełom w umysłach innych legionistów – rozpoczął się szturm na obóz. W krótkim czasie barbarzyńska warowania została zdobyta a ziemia orchomeńska spłynęła litrami krwi. Mimo tak zaciętego ataku Rzymian Archelaosowi ponownie udało się uciec Zwycięstwo Lucjusza Sulli było niemal całkowite – zabił kilkadziesiąt tysięcy wrogów (niektórzy autorzy antyczni podają, że sto, ale ta liczba wydaje się być o jakieś 20 lub 30 tysięcy zawyżona), zdobył bardzo liczne i bogate łupy, a sam nie stracił aż tak wiele żołnierzy, by mogło to być dla niego jakąś rzeczywistą stratą. Niestety, nie udało mu się zrealizować założonego planu w stu procentach – Archelaos ponownie zdołał mu uciec. Autorzy antyczni przekazują, że wraz z kilkoma najbliższymi sobie ludźmi ukrywał się w zaroślach rosnących na bagnistych brzegach rzeki Melas, w końcu odnalazł tam jakąś małą łódkę i w niej uciekł z miejsca bitwy. Lucjusz Sulla, mimo, że rozpuścił za Archelaosem pogoń nie zdołał go schwytać. Nawet jednak mimo tego sytuacja wojsk sullańskich była dalece lepsza niż barbarzyńskich – w całej wojnie Sulla zabił dotąd około 160-200 tysięcy wrogów, a przynajmniej 100 tysięcy kolejnych ludzi wziął w niewolę (jak to bywa, niektórzy autorzy antyczni podają, że niewolników wziął dwa razy więcej, tj. 200 tysięcy). Sulla, w każdym razie, chwilowo nie miał nic do roboty – armia wroga była zniszczona i Mitrydates potrzebował czasu, by zebrać następną. Mimo zwycięstw w wojnie, Sulla miał bardzo wiele problemów Nie świadczy to jednak, że po Orchomenos Lucjusz Sulla nie miał już żadnych problemów – choć kwestia Mitrydatesa chwilowo oddaliła się, to Sullę przytłoczyły sprawy natury politycznej. Otóż w Rzymie rządził podówczas jako konsul Cynna, który na kolegę dobrał sobie Karbona. Obaj w dodatku współpracowali z Gajuszem Mariuszem, największym politycznym przeciwnikiem Lucjusza Sulli. Ludzie ci stosowali w Rzymie okropny terror. Jak podaje Appian, dom i posiadłości Sulli zostały spalone, jego przyjaciele zamordowani, majątek skonfiskowany a jego żona Metella wraz z dziećmi ledwo uszła z życiem z Rzymu i przybyła do Hellady, gdzie stacjonował Lucjusz Sulla. Zresztą coraz więcej osób do Sulli przybywało, bardzo wielu bowiem obawiało się pozostać w Rzymie – bali się o swe życie, Cynna i Karbon mordowali tak wielu, że nikt kto kiedykolwiek związany był z Lucjuszem Sullą nie mógł czuć się bezpiecznie. Lucjusz Sulla z pewnością bardzo chciał do Rzymu powrócić, pokonać wrogów i uporządkować sprawy polityczne. Był jednak człowiekiem niezwykle prawym i honorowym – skoro więc podjął wojnę z Mitrydatesem, to chciał doprowadzić ją do końca.

15Mity greckie powstały w czasach starożytnej Grecji. Były to czasy tak odległe i dawne, że pismo wtedy nie było jeszcze w powszechnym użytku. Dlatego też mity przekazywane były głównie z ust do ust aż do czasu, aż ktoś, kto miał dostęp do papieru oraz pióra – a były to osoby zazwyczaj zamożne – postanowił je spisać. Dlatego prawdopodobnie te mity, które znane są do dzisiaj, są tylko małym ułamkiem całej greckiej mitologii. Najważniejszym dokumentalistą mitów, był oczywiście Homer, wielki autor „Iliady” oraz „Odysei”, gdzie ustanowił kolejność mitów oraz powiązał wszystkich Bogów, jakie w nich występowały, podobnie jak i bohaterów. Mity są jednym z największych dzieł literackich, jakie udało się stworzyć człowiekowi. Mimo ogromu czasu, lat, dziesiątek lat oraz stuleci nadal są aktualne, a ich interpretacje pojawiają się niemal cały czas, w zmienionej tylko formie. To stanowi o ich unikalnych wartościach oraz ponadczasowych walorach. Chociaż najsłynniejsze mity powstawały właśnie w Grecji, bardzo duża ich część wywodzi się także z innych krajów. Ze względu na pierwszy materiał, na których były przekazywane wszystkie mity, czyli ludzkie usta, mity mogły na przestrzeni lat ulec zmianie, zanim zostały zapisane. Kto był ich pierwszym twórcą, jacy ludzie wymyślali te bajeczne historie, które inspirują do dziś? Najprawdopodobniej byli to podróżnicy, poeci, wielcy myśliciele oraz zwyczajni ludzie, czyli krótko mówiąc wszyscy. Sami twórcy mitów doczekali się własnych pieśni, w których śpiewający czczą ich mądrość. Niewielu wie, iż niektóre mity były początkowo treścią umieszczoną w pieśniach, a dopiero potem zostały przekształcone na formę w pełni literacką. Wiele z nich było także o wiele bardziej skromne w treści, a resztę opowiadaną dzisiaj w opowieściach dopisali współcześni pisarze. A dlaczego powstawały mity? Z różnych powodów. Ludzie od zawsze byli zainteresowani sprawami niemożliwymi, niedoścignionymi. Intrygowały ich sytuacje, w których z całą pewnością nigdy nie będą uczestniczyć, więc tworzyli na ich temat historie. Dużą zasługę odegrała także religia – ludzie chcieli w ten sposób poczuć się bliżej swoich Bogów i poznać ich z innej strony. Czy mity posiadają w sobie wartości moralne, może jakieś wnioski? Oczywiście, właściwie każdy mit jest osobną anegdotą zakończoną konkretną puentą skierowaną do ludzi, którzy wybierają życie w podróży. Bardzo wiele dzisiejszych znaczeń, powiedzeń oraz anegdot opiera się na greckich mitach oraz ich właściwościach. Kto bowiem nie słyszał o Dedalu i Ikarze, ojcu i synu, chcących uciec z niewoli, więc skonstruowali wespół skrzydła. Uciekli na nich, mimo to Ikar postanowił nie słuchać rad ojca i wznieść się bliżej Słońca, co roztopiło jego woskowe skrzydła. Wniosek jest oczywisty – żeby trzymać swoje ostrogi na smyczy, słuchać rad starszych, bardziej doświadczonych i obytych ze światem. A kto nie wykonywał w życiu pracy polegającym na bezsensownym wykonywaniu czynności, a potem musiał to od początku powtarzać? No jasne – syzyfowa praca jest tak powszechna, że chyba nie ma osoby, która nie skojarzyłaby tego stwierdzenia. Tak więc mity od początku do końca niosą w sobie pewne przestrogi, rady oraz życiowe wskazówki. Początkowo postać ta nie była uznawana za bóstwo, a jedynie tak określano wszystkie groźne żywioły, od deszczów, poprzez silne wiatry, tornada, wybuchy wulkanów itp. Dopiero drogą ewolucji stał się Bogiem. Bardzo ważnym krokiem w jego powstawaniu był ten, który wykonał Homer, nazywając go po raz pierwszy Bogiem Bogów, usadzając go na samym szczycie największej hierarchii. Zeus był uznawany za Boga mądrości, ładu i porządku, którego wiecznie pilnował, a wszelkie konflikty łagodził właśnie wyładowaniami atmosferycznymi. Cały boski świat, jaki się ukształtował, zaczynał się od niego, on ustalał zasady, nakazywał, zakazywał oraz doradzał. Był władcą absolutnym, potężnym i wielkim mędrcem, boskim uosobieniem mądrości i chwały. Co ciekawe, nie on jednak był wszechpotężny, a Los, bezosobowa postać, kierująca od początku do końca poczynaniami tak Bogów, jak i wszystkich ludzi. Także Zeus podlegał jego wyrokom, osądom. Mimo wszystko był najbardziej czczonym Bogiem w Grecji. Hades jest przedstawiany jako czarny Bóg, panujący całym światem umarłych. Był synem Kronosa oraz Rei, mężem Persefony, a także bratem Zeusa oraz Posejdona. Był głównym zarządcą dusz zmarłych, był uważany za bezlitosnego władcę, przy którym każdy inny czuł strach i szacunek. Był wiecznie otoczony wszelkiego rodzaju sługami oraz pomagierami, był brutalny i bezwzględny, nikt, kto mu podlegał, nie mógł czuć się bezpiecznie i luźno. Hades był również greckim odpowiednikiem chrześcijańskiego Piekła, do którego trafiali wszyscy grzesznicy. Sam Hades natomiast przedstawiany był w posągach jako brodaty mężczyzna z siwą brodą. Trzymał w jednej ręce róg obfitości, zaś w drugiej narzędzia rolnicze. Był obiektem modlitw wszelkich robotników – ci uważali go za rozdawcę bogactw. Jednak do Hadesu, piekła, nie trafiali wszyscy , bo było jeszcze Elizjum, czyli to, co w chrześcijańskiej religii przedstawiane jest jako Niebo. Hades pojawia się także jako szatan w wielu współczesnych historiach, ale cechy charakteru zachowując w stu procentach.

14Puszcza św. Jana znajduje się około 7 kilometrów od Dukli, na lewym brzegu Jasiołki. Miejsce to związane jest z pierwszym etapem życia duchowego Duklanina. Obecna lokalizacja pustelni, utrwaliła się dopiero w XVIII wieku. Jest to mała śródleśna polana. Wznosi się na niej malutki kościółek, a obok niego drewniana pustelnia – dom rekolekcyjny i metalowa dzwonnica. Nieco dalej znajduje się drewniana chatka i pasieka. Poniżej kościoła znajduje się źródło wody, otoczone sztuczną grotą z kamieni. Woda płynąca z tego źródła uważana jest z cudowną i posiadająca właściwości lecznicze. W grocie zaś ustawiona jest statua Świętego. Miejsce to od wieków odwiedzane jest przez pielgrzymów. Zagospodarowane zostało w XVII wieku. W 1769 roku, wzniesiono tu pierwszą drewnianą kapliczkę. W tym samym czasie, co kaplica, postawiony został niewielki domek pustelnika. Kilka lat później obie te budowle spłonęły. Obecny budynek powstał z kamienia, w stylu neogotyckim. Nad wejściem znajduje się taras z kamienną balustradą, a na szczycie widnieje sylwetka Michała Anioła walczącego z szatanem. Wnętrze zdobi polichromia, przedstawiająca scenki z życia św. Jana. Złota studzienka usytuowana została u podnóża północno – zachodniego stoku góry Cergowej. Według tradycji miało to być pierwsze miejsce, gdzie święty Jan rozpoczął życie eremity. Złota studzienka, to obetonowane źródło, nad którym wzniesiono kaplicę. Jest ona drewniana, z sześcioboczną wieżyczką, którą wieńczy krzyż. W środku znajduje się maleńki ołtarz, z figurą Świętego. Stół ołtarzowy wykonany jest z kamienia, za nim znajduje się wnęka, w której umieszczona została wspomniana już figurka św. Jana. Do kapliczki wiodą strome, murowane schody. Najwyższym wzniesieniem w Beskidzie Dukielskim jest Piotruś. To tutaj nękany przez pasterzy, przeniósł się Święty. Po jego pobycie pozostała tu Święta Woda, źródełko bijące pod szczytem. Zostało ono oczyszczone a obok ustawiony został krzyż i drewniana kapliczka. W jej wnętrzu wisi drukowany obraz przedstawiający postać św. Jana. Pomimo, że kult świętego Jana z Dukli był bardzo żywy, to przez długi czas nie otrzymał on kościelnej aprobaty. O kulcie tym wiedzieli jednak arcybiskupi lwowscy i oni mu sprzyjali i nie byli przeciwni. Pierwszy myśl o beatyfikacji podsunął ojciec Bernardyn Avelides. Starania o beatyfikację rozpoczęto w marcu 1615 roku. Proces ten ciągnął się bardzo długo. Zakończony został dopiero 21 stycznia 1733 roku. Wówczas to papież Klemens XII, zaliczył Jana w poczet błogosławionych. Starania o kanonizację rozpoczęto natomiast z inicjatywy ojca Wenantego Tyszkowskiego, a August III już w 1757 roku, wysłał do papieża Benedykta XIV i kardynała protektora Albaniego, prośbę o kanonizację Jana z Dukli. Ten proces również był trudny i długotrwały. Został jednak zakończony sukcesem. 10 czerwca 1997 roku, podczas Mszy Świętej celebrowanej w Krośnie, papież Jan Paweł II ogłosił błogosławionego Jana – świętym.

5W Grecji odkryto wiele twierdz z końca epoki brązu. Wśród nich także „złotą twierdzę Agamemnona” w Mykenach. Na szczycie wysokiego wzgórza wznosi się pałac Agamemnona. Bronią go mury z kamieni cyklopich o długości 900 metrów. Mur zbudowano z ogromnych głazów i jest typowy dla okresu mykeńskiego. Średnia grubość muru wynosi pięć metrów. Powierzchnia chroniona murami stanowi jedną szóstą powierzchni twierdzy obronnej. Nad bramą jest bastion, z którego obrońcy bombardowali nieprzyjaciół. Główną bramę twierdzy nazwano „Bramą Lwów”, gdyż nad wejściem znajdowały się rzeźby tych zwierząt. Bramę tworzą cztery masywne bloki z kamienia. Blok główny waży prawie dwadzieścia ton. W murze znaleziono także dwa małe, wąskie wyjścia, przez które mogła przejść tylko jedna osoba. Poza murami znajdował się podziemny zbiornik, do którego wchodziło się przez tunel z wejścia wewnątrz murów. Na początku XII wieku p.n.e. wschodnie wybrzeża Morza Śródziemnego padły ofiarą niszczycielskich najazdów. W ciągu kilku następnych dziesięcioleci, cywilizacja mykeńska upadła i całkowicie zanikła. Po ostatnim jej świadectwie znajdujemy tylko broń obcego pochodzenia. Uzbrojenie mykeńskie przetrwało w niewielu miejscach. Odnaleziono wazę, na której bez wątpienia pokazani są wojownicy mykeńscy z czasów wojny trojańskiej. Ich ubiór wskazuje jednak, że przybyli oni z miejsca o chłodniejszym klimacie. Tarcze ich mają charakter półksiężyca i są wciąż bardzo prymitywne. Dwa znalezione miecze świadczą o przemieszczaniu się ludów środkowoeuropejskich na tereny Italii i Grecji. Niedawno w Mykenach odkryto też łuskę z brązu o wymiarach 5 x 2 cm., pochodzącą z Asyrii. Nie można wykluczyć, że pochodzi ona z łupów podczas wojny trojańskiej. Wiadomo jednak, że typ ten w ówczesnych czasach był bardzo szeroko stosowany. Sulla spotkał się z wojskami barbarzyńców w pobliżu OrchomenosPo zwycięskiej dla Rzymian bitwie pod Cheroneją doszły Lucjusza Sullę wieści, że nowa, jeszcze większa od poprzedniej, armia barbarzyńców nadciąga ze wschodu. Dowodzona była przez Dorylaosa, wodza sprawnego, aczkolwiek nie dość jeszcze doświadczonego. Dorylaos ogromnie chciał jak najszybciej zmierzyć się z Sullą w walnej bitwie, co odradzał mu gorąco Archelaos. Gdy po pewnym czasie od bitwy pod Cheroneją wojska sullańskie spotkały się z barbarzyńcami pod komendą Dorylaosa, ten, widząc potęgę rzymskiej armii, bitwy poniechał – wolał połączyć się z Archelaosem i dopiero podówczas rozpocząć walkę. W końcu obie armie rozłożyły się w pobliżu Orchomenos, na ogromnej równinie beockiej, która byłaby idealnym terenem dla działań konnicy, gdyby nie jeden szkopuł, który Sulla zamierzał skrzętnie wykorzystać. Otóż na północy równiny płynęła szeroka i wartka rzeka Melas, wokół której rozciągały się na wiele metrów bardzo błotniste ziemie. Lucjusz Sulla, będąc wodzem sprytnym i doświadczonym, zamierzał odciąć wojska nieprzyjacielskie od możliwości wjazdu na ubity grunt i zmusić je do poruszania się po wspomnianych błotach. Doszło do sytuacji, która mogła zakończyć się klęską Rzymian W tym celu rozkazał swoim żołnierzom kopanie rowów i wałów, tak, by nieprzyjaciel – nie mogąc przez nie się przedostać – zbliżył się do rzeki Melas, a przez to stracił możliwość pełnego manewrowania konnicą i bojowymi wozami wyposażonymi w kosy. Na nieszczęście dla Rzymian Archelaos zauważył bardzo szybko, że legioniści Sulli rozpoczęli takie prace – wysłał od razu dużą część swojej armii aby im to uniemożliwić. Rzymian atak barbarzyńców zaskoczył i przestraszył. Nie ma w tym jednak nic dziwnego, pracujący przy pracach ziemnych miast pełnego rynsztunku i mieczy w gotowości mieli raczej łopaty, dobrze uzbrojone i w pełni gotowe do boju były jedynie dwa legiony pilnujące pracujących, jednak te – o dziwo – także przestraszyły się szalonego ataku mnóstwa barbarzyńców. Armia sullańska zaczęła się rozpadać, żołnierze uciekali jak gdyby nie byli w stanie stawić barbarzyńcom odporu. Lucjusz Sulla widząc to wkroczył do akcji. Zeskoczył z konia którego aktualnie dosiadał, chwycił sztandar z rzymskim orłem i biegając pomiędzy uciekającymi żołnierzami z wielką wściekłością wołał „Żołnierze, gdy spytają was, gdzie zdradziliście swego wodza, nie zapomnijcie: pod Orchomenos!”. Okazało się, że barbarzyńcy sami chcą zawrzeć pokój z Rzymem Nie znaczy to jednak, że Lucjusz Sulla koniecznie chciał udać się do azjatyckiego Pontu by tam własnoręcznie schwytać i zabić bądź w inny sposób ukarać Mitrydatesa. Takie przedsięwzięcie byłoby niezwykle kosztowne, długotrwałe, a ponadto trudne. Lucjusz Sulla intensywnie myślał o jakimś pokoju z pontyjskim królem, oczywiście jak najbardziej dogodnym dla Rzymu. Wtedy to spotkało go ogromne szczęście. Otóż przybył do niego pewien kupiec, który zbiegiem okoliczności na imię miał Archelaos. Twierdził on, że Archelaos dowódca wojsk pontyjskich pragnie się z Lucjuszem Sullą spotkać, aby porozmawiać o ewentualnym rozejmie lub pokoju. Sulla na te wieści ogromnie się uradował – okazało się, że wróg sam wyciąga do niego rękę z prośbą o pokój. To oznaczało, że być może uda się szybko zakończyć wojnę, wytargowawszy w dodatku całkiem przyzwoite warunki pokoju. Dzięki temu Sulla mógłby powrócić z dumą do Rzymu, jak ten, który poskromił Mitrydatesa, a następnie rozprawić się ze swoimi wrogami politycznymi, którzy po prawdzie byli także prawdziwymi wrogami Rzymu, jego praw i dotychczasowego porządku. Sulla udał się więc na rozmowy z Archelaosem.