O godzinie czwartej trzydzieści na pokładzie Schlezwicka Holsteina zabrzmiały dzwonki alarmowe. Okręt ruszył w Dul kanału portowego, aby zająć pozycję, z której miał prowadzić ogień. Siedemnaście minut później, zakotwiczony w odległości około pięciuset metrów od polskiej składnicy tranzytowej otworzył ogień z najcięższych dział. Sam podmuch po wystrzale uszkodził kilka domów, stojących tuż nad kanałem, zerwał namioty, ustawione nad brzegiem kanału. Ogień otworzyły wszystkie ciężkie karabiny maszynowe z wysokich budynków po drugiej stronie kanału. Niemcy widzieli, jak na dłoni wszystkie obiekty Westerplatte, dzięki dogodnym pozycjom, jakie zajmowali. Przez pierwsze osiem minut pancernik wystrzelił aż osiem pocisków największego kalibru, pięćdziesiąt dziewięć pocisków nieco mniejszych i sześćset pocisków z dział. Tuż przed godziną piąta pancernik przerwał ogień, a z Mewiego Szańca piechota morska ruszyła do ataku w stronę bramy kolejowej polskiej składnicy. Dwa plutony posuwalny się na skrzydła, a po środku szedł pluton saperów, a ich zadaniem było dokonanie wyłomu w murze, przez który reszta żołnierzy miała wedrzeć się na Westerplatte. Polską składnicę otaczał mur, wysoki na około dwa i pól metra, zabezpieczający naszą załogę przed nieprzyjacielską obserwacją i przedostawaniem się niemieckich dywersantów i niespodziewanym atakiem. Sytuacja była bardzo poważna dla Niemców, w ciągu dwóch dni walk na Westerplatte stracili osiemdziesięciu dwóch ludzi. Zaproponowano, że wobec istnienia na Westerplatte potężnych fortyfikacji, konieczne jest wprowadzenie do akcji ciężkiej artylerii, moździerzy dwieście dziesięć milimetrów, Czolów i okrętów, które powinny uderzać z różnych stron. Niemcy wzmacniali silu a Westerplatte broniło się. Czwartego września na Pomorze przybył Adolf Hitler, wyruszy do kwatery czwartej armii; stamtąd pojechał na front, aby spotkać się z żołnierzami. W tym czasie pociągi na stacji cały czas pozostawały pod parą, w przepadku, gdyby nadeszło zagrożenie z zachodu. Hitler obawiał się uderzenia wojsk francuskich, dlatego chciał mieć możliwość jak najszybszego przejazdu na front zachodni. Na początku września Brytyjczycy praktycznie dopiero zaczęli przerzucać do Francji jednostki korpusu ekspedycyjnego. Na kontynent wysyłano pierwszych żołnierzy, pozbawionych jeszcze ciężkiego sprzętu. Zaczęły się przygotowania do przerzucenia jednostek lotniczych. Musiało minąć jeszcze wiele miesięcy, zanim brytyjski korpus ekspedycyjny byłby gotowy do podjęcia walki. Francja skoncentrowała czternaście dywizji, z których dziewięć miało rozpocząć działania zaczepne, jednak siła ta nie stanowiła siły, która mogłaby zagrozić Niemcom. Walka na dystans to domena dzisiejszych konfliktów, ponieważ dzięki zastosowaniu znanej nam dzisiaj technologii możemy stworzyć takie zagrożenie, że nawet nasza planeta może zostać zniszczona. W tym artykule chciałbym przedstawić kilka rodzajów broni służącej do walki dystansowej, ponieważ jest to w dzisiejszych czasach temat dość popularny. Ludzie muszą się dowiedzieć o tym, jak najwięcej, ponieważ jest to zagrożeni na skalę globalną, ponieważ po mimo tego, że państwa zbroją się pod pretekstem zapewnienia bezpieczeństwa swoim obywatelom, to doskonale wszyscy wiemy, że chodzi tutaj o to, aby jak najbardziej się przygotować na wypadek domniemanej wojny, która w końcu i tak nastąpi, ponieważ znajdzie się jeden szaleniec, który będzie chciał zawładnąć światem i zgromadzi wystarczającą armie, aby wywołać konflikt, jednak w przypadku użycia broni nuklearnej ludzie na całym świecie ucierpią i to w sposób znaczy i jednocześnie może się okazać, że będzie to koniec dziejów ludzi na tej planecie. Broń do walki na daleki dystans to oczywiście karabiny maszynowe. Są one idealnie przystosowane do tego, aby walczyć nimi na dystans, ponieważ wystrzeliwane z niech pociski potrafią pokonać dystans nawet kilkuset metrów, co pozwala na zabijanie wrogów bez konieczności zbliżania się do nich. Oczywiście karabiny maszynowe dają nam możliwość miotania pocisków w bardzo dużej ilości w trakcie trwanie minuty, ponieważ nawet do kilkudziesięciu na minutę. Oczywiście musimy pamiętać o tym, aby zmieniać magazynki z amunicją, ponieważ w przypadku, kiedy nam jej braknie, stajemy się bezbronni i musimy zdać na łaskę wrogami, która zazwyczaj nie wygląda zbyt życzliwie, ponieważ w dzisiejszych czasach nie opłaca się brać jeńców, a więc zabija się wszelkich wrogów, jakich spotka się na swojej drodze. Oczywiście karabiny maszynowe to idealna broń niosąca śmierć i to nie tylko ludziom, ale również zwierzętom czy jakimkolwiek innym stworzeniom żywym. Karabiny maszynowe są stosunkowo ciężką bronią do noszenia.
Kategorie
- Mity (3)
- Najnowsza (15)
- Starożytność (7)
- Wojny (12)
- Wojsko (10)
Westerplatte
Najbardziej trudnym do obrony był południowy odcinek Westerplatte, gdzie krzaki i drzewa, ograniczając pole obserwacji naszych posterunków pozwalały nieprzyjacielskim żołnierzom podejść niepostrzeżenie pod mur. Tam niemieccy saperzy założyli ładunki wybuchowe. Żaden z niemieckich żołnierzy, biegnących do pierwszego ataku nie spodziewał się, że po ostrzale z dział pancernika obrońcy mogą stawić silny opór. Niemcy biegli wprost pod lufę wielkiego karabinu maszynowego; co najmniej kilkunastu żołnierzy nieprzyjacielskich padło w tej próbie sforsowania polskiej obrony. Po chwili odezwały się karabiny z placówki Prom, doskonale zamaskowane, o istnieniu której Niemcy nie wiedzieli. Żołnierze niemieccy poderwali się do ataku, ale na próżno, ponownie rozprószył ich celny atak. Przed wpół do siódmej wysłano informacje o wycofaniu się grupy niemieckiej z powodu dużej ilości ofiar. Niemcy odstępowali, zabierając z pola rannych i zabitych. Pancernik tego dnia otworzył ogień po raz drugi, ale tym razem kanonada trwała pól godziny. Przed godziną dziewiątą, niemiecka piechota morska, wsparta działem ponowiła atak. Sytuacja polskich obrońców była już znacznie trudniejsza, ponieważ zdradzono pozycje promu, odpierając pierwszy atak. Załoga promu liczyła dwadzieścia jeden osób, a naprzeciw nich Szlo prawie stu esesmanów i żołnierzy piechoty morskiej. Dowództwo promu zdało sobie sprawę, że nie ma szans na zwycięstwo w obliczu silniejszego liczebnie wroga, więc wycofywali się do wartowni numer 1. Niemcy ruszyli za nimi. Przekazano dowództwu meldunek, że zbliżają się do polskiej wartowni. Ściany wartowni zaprojektowano tak, aby mogły osłonić załogę przed odłamkami i pociskami karabinowymi, ale nie mogłyby wytrzymać wybuchów pocisków artyleryjskich, ale wartownie miały swoje sekrety. Do marca 1939 roku znali go tylko oficerowie i nieliczni podoficerowie. Reklama:
Churchill przyjmował w nim swoich ministrów i wyższych oficerów. To właśnie w tych bunkrach podejmowano najważniejsze decyzje. Było tam także centrum dowodzenia, gdzie spływały raporty ze wszystkich linii frontu. Wyposażone było w radia, telefony i telegrafy. Uzyskane informacje natychmiast nanoszono na mapy. Centrum dowodzenia działało 24 godziny na dobę, bez względu na naloty. W schronie znajdowały się także pomieszczenia mieszkalne. Urzędnicy najwyższego szczebla mieli prywatne kwatery. Inni sypiali niżej, w tak zwanym doku. Pomieszczenie było bardzo niskie i służyło wyłącznie za sypialnię, ale zapewniało pełną ochronę przed bombami. Naloty systematycznie niszczyły brytyjski system łączności, a bez łączności nie można było kierować wojną. Dlatego konieczna była sieć podziemnych tuneli. Rozpoczęła się zażarta wojna o komunikację. Zniszczenie łączności przeciwnika daje znacznie większe szanse na pokonanie go. Dzięki łączności z centrum Faradaya, Churchill utrzymywał łączność, ale i tę łączność systematycznie niszczono. Londyn był najbardziej niebezpiecznym miejscem; był to sam środek linii frontu. Schrony służyły także generałowi Einsenhaurerowi. Poza tym nie wiele jest o nich wiadomo. Był to wielki wysiłek, nieporównywalny z innymi projektami wojennymi. Ludzie na górze nie mieli pojęcia, co się dzieje. Nawet niewielu współczesnych nie wie, co kryją londyńskie podziemia. Zbudowany w podziemiach miast kompleks sięgał korzeniami dawniejszego konfliktu. Jeszcze na długo przed wojną, agresywna polityka Hitlera wywołała w Londynie panikę. Wierzono, że na stolicę spadną bomby z gazem. Potrzebowano schronów, jednak ich budowa była zupełnie nowym przedsięwzięciem. Do współpracy zaproszono inżynierów budownictwa oraz architektów. Churchill nie był zwolennikiem takiego rozwiązania już od czasów I wojny, uważając, że chowanie się pod ziemią to rodzaj tchórzostwa. Pierwsze zlecenie znalezienia odpowiedniego schronu dla rządu, inżynier brytyjski otrzymał w 1938 roku. Rozpoczęła się wtedy budowa najbardziej tajemniczej sieci podziemnych schronów oraz tuneli w historii Anglii.
Jego pełne imię to Barack Hussein Obama II. Urodził się w tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym pierwszym roku, czwartego sierpnia na Hawajach, w Honolulu. Obecnie jest jednym z najważniejszych ludzi na naszej planecie, głowa Stanów Zjednoczonych, największego ziemskiego mocarstwa. Przez zostaniem prezydentem USA był senatorem stanu Illionis, a wybory prezydenckie wygrał w dwa tysiące ósmym roku. Kandydaci opowiadający się za Obamą zdobyli w sumie trzysta sześćdziesiąt pięć mandatków w pięciuset trzydziestym ósmym mandatowym Kolegium Elektorskim. Jego największym przeciwnikiem był John McCain. Oficjalnie wybór Prezydenta Stanów Zjednoczonych został dokonany pod koniec dwa tysiące ósmego roku, piętnastego grudnia. Jego ojciec, Barack Obama senior, był afrykanczykiem, który wywodził się z mało znanego plemienia Luo. Narodził się w kenijskim miasteczku Nyaza, a jego matka – rodowita Angielka z korzeniami indiańskimi i irlandzkimi – w stanie Kansas. Ich losy spotkały się w tysiąc dziewięcset sześćdziesiątym roku. Studiowali razem na University of Hawaii w Nanoa. To właśnie tam sam ojcec obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych studiował po utrzymaniu zagranicznego stypendium. Rodzice spodobali się sobie od razu, nie wiedzieli jednak, jak ważnego człowieka przywołają na ten świat. Ślub rodziców Baracka Obamy odbył się w tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym pierwszym roku, dokładnie – drugiego lutego. Już w sierpniu tego samego roku na świat przyszedł ich syn – Barack Hussein Obama II. Jednak rodzice rozwiedli się bardzo szybko, kiedy Barack miał zaledwie dwa latka. Było to w tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym czwartym roku. Ojciec postanowił po rozwodzie wziąć się ponownie za siebie i zaczął kontynuować studia doktoranckie. Chciał w końcu wrócić do Kenii i udało mu się. Jednak w tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym drugim roku Barack Obama senior zginął w groźnym wypadku samochodowym. Przyszły Prezydent Stanów Zjednoczonych pozostał w ten sposób bez ojca. Całkiem niedawno, bo w dwutysięcznym szóstym roku sam Barack Obama postanowił udać się do swoich korzeni, do małego miasteczka, w którym urodził sie jego ojciec. Była to mała wioska nieopodal Kisumu w biedniejszej Kenii, po zachodniej stronie, gdzie stacjonowali głównie rolnicy. Potem Barack wyznał, że odwiedzanie swoich korzeni to niesamowite przeżycie i każdy, kto wychowuje się w taki sposób, jak on – poza swoim korzennym miejscem – powinien kiedyś zrobić sobie taką wycieczkę. Było to dla niego bardzo ważne przeżycie. Jak mówią pogłoski, to właśnie tam obiecał sobie, że zostanie Prezydentem Stanów Zjednoczonych. W 1966 roku matka Baracka postanowiła wyjść ponownie za mąż. Tym razem wybrankiem jej serca był Lolo Soetoro, który był, podobnie jak jego ojciec, zagranicznym studentem przesiadującym w Stanach Zjednoczonych na warunkach ustalonych przez stypendium. Rok później cała rodzina przeniosła się do Dżakarty, stolicy Indonezji, miejsca pochodzenia Lolo. Mimo koljenych dzieci, jakie urodziła nowemu mężowi matka Obamy, postanowili rozwieść się w latach siedemdziesiątych poprzedniego wieku. W tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym siódmym roku ojczym Baracka zmarł przez dolegliwości spowodowane chorobą wątroby. Do dziesiątego roku życia Obama mieszkał w Dżakarcie, gdzie prowadzone były lekcje w indonezyjskim języku. Obama, jak twierdzą jego współpracownicy, do dzisiaj mówi poprawnie w tym języku. Potem udał się z powrotem do Honolulu, gdzie zamieszkiwał z dziadkami swojej matki. W końcu dostał się do Punahou School. W rodzinie było to coś wielkiego. Nikt tam nie miał wyższego wykształcenia, co dla wszystkich oznaczało coś w rodzaju podniesienia statusu dla całej rodziny. Dzieki niemu rodzina czuła się ważniejsza, bardzo istotna dla samej siebie i środowiska. Jego dziadkowie mówili cały czas, że przeczuwają, iż to będzie najważniejszy dzień w jego życiu, że czeka go wielka sprawa. Obama w 2007 roku sam przyznał, że miał w życiu pewien słaby, haniebny okres. Mianowicie kiedy był uczniem szkoły średniej zdarzało mu się bardzo często sięgać po różnego rodzaje alkohole oraz narkotyki. Przyznał się, że zażywał bardzo dużo marihuany. Był bardzo uczciwy – nie twierdził, że był to zły okres i że potem miał wielkie wyrzuty z tego powodu, jak mówi wielu przyłapanych na podobnym wybrykach polityków. Powiedział, że sam okres bardzo mu się podobał, jednak potem, kiedy już wyszedł na prostą, zrozumiał, iż był to okres wielkiego marnotrastwa i marnowania czasu. I że dla ludzi chcących osiągnąć sukces po prostu jest to nieopłacalne. Gdy ukończył szkołę średnią postanowił udać się do Columbia Universtity w Nowym Jorku. Wybrał kierunek Politologia ze specjalizacją stosunków międzynarodowych. Zdobył stopień licencjata i zatrudnił się w Business International Corporation oraz New York Public Interest Research Group. Potem postanowił udać się do Chicago, a tam postanowił zatrudnić się jako aktywny działacz społeczny. Został dyrektorym wielu rozwijających się projektów społecznościowych i współpracował z niezbyt dobrze opłacalnymi ludźmi z Roseland. Wszyscy wspominają go jako bardzo pomocnego, młodego człowieka, pełnego pasji i chęci niesienia pomocy.
Anglicy wiedzieli, że Niemcy, jeszcze przed wojną, zaczęli prace nad tajną bronią, ale nie znali szczegółów. Do 1943r. wywiad zgromadził wystarczającą ilość dokumentów, by Churchill uznał, że sprawa jest poważna. Powołano zespól do analizy owych danych. Zebrane przez wywiad informacje, dostarczane były do podziemnych pomieszczeń gabinetu wojennego w Londynie. Zdania wśród ekipy były podzielone w kwestiach możliwości niemieckiej broni. Niektórzy wierzyli, że Niemcy posiadali i rakiety i latające bomby, w związku z czym, zarządzono intensyfikację lotów zwiadowczych. Dużą ilość informacji na temat niemieckiej działalności uzyskano ze zwiadu fotograficznego. Poszukiwanie tajnej broni na podstawie zdjęć stało się nowym polem działania specjalistów, analizujących fotografie. Przełomem stało się pojawienie się na fotografii z Peneminde bezzałogowego samolotu. W czerwcu 1943 r. nowe zdjęcia potwierdziły istnienie bezzałogowego samolotu. Stało się jasne, że Niemcy przygotowują atak rakietowy na Anglię. Zaczęto się domagać natychmiastowego zbombardowania Peneminde. Miały one nie tylko zniszczyć bazę, ale także zabić naukowców i inne osoby, które mogły zagrozić swymi pracami Anglii. Nalot został przygotowany w tajemnicy. Nawet załogi bombowców nie wiedziały, co atakują. Mieszkańcy Peneminde byli przyzwyczajeni do warkotu bombowców, lecących tamtędy na Berlin. Anglicy zaczęli zrzucać bomby zapalające i burzące, a zaskoczona wyspa, wkrótce zamieniła się w chmurę ognia. Od angielskich bomb zginęło 738 osób, a wśród ofiar było wielu naukowców. Nalot ten poważnie zniszczył Peneminde i cofnął prace nad A4 o kilka krytycznych miesięcy. Skłonił tez Niemców do przeniesienia części prac na tereny Polski, poza zasięg brytyjskich bombowców. O ile prace nad A4 zostały wstrzymane, o tyle latająca bomba była gotowa do użytku. Nalot RAFu nie miał wpływu na produkcję latającej bomby. Do 1944 r. ta broń została dowieziona do wyrzutni. Loty zwiadowcze pozwoliły na zidentyfikowanie prawdopodobnych wyrzutni pocisków w kierunku Wielkiej Brytanii. Sporządzono mapę wybrzeża, na których było 100 takich miejsc. W następnych tygodniach na Londyn spadło ponad 3 tyś. V1, a ludzie na ziemi czuli się wobec nich bezradni. Rząd brytyjski był zaskoczony nasileniem bombardowań. Trudno było przygotować obronę bez wiedzy o broni. Stwierdzono, że najlepszym sposobem obrony jest zniszczenie V1, zanim dotrze do Londynu. Wykorzystano także amerykański system obrony. Nowa strategia była coraz skuteczniejsza i niszczono coraz więcej V1. 1 bomb skierowanych na Londyn osiągnęła cel. Hitler szykował kolejną, cichą broń, którą produkowano w Polsce. Polski ruch oporu namierzył i ukrył bombę V2, po czym skontaktował się z wywiadem brytyjskim. We wrześniu 1944 r. pierwsza rakieta A4 poleciała na Londyn. Tę broń wyróżniał brak ratunku przed jej działaniem. Pod koniec wojny Niemcy mieli tysiące takich bomb w zapasie, kiedy wyrzutnie zostały zajęte przez aliantów, bomby odpalano z samolotów. Ostatni pocisk odpalono na 6 tygodni przed końcem wojny. Po wojnie pojawiły się sprzeczne opinie o tej broni. Po wojnie rozpoczął się wyścig w zdobywaniu informacji o V2, a naukowcy, którzy pracowali dla Niemiec, zaczęli pracować dla amerykanów. Werner von Braun zrealizował swe marzenia w Stanach Zjednoczonych, kiedy to pierwszy człowiek wyładował na księżycu.