Sulla, dzięki swym zdolnościom wodzowskim, opanował kryzys Te słowa sprawiły, że większość żołnierzy zmitygowała się i ruszyła w drugą stronę, kierowana przez Lucjusza Sullę na wraże wojska. Impet rzymskiego ataku był ogromny, Sulla po raz kolejny okazał się genialnym wodzem – z przestraszonego i uciekającego wojska w kilka chwil uczynił na powrót zwartą i karną morderczą machinę. Barbarzyńcy przerażeni siłą i szybkością rzymskiego odwetu rozpoczęli ucieczkę do swego obozu, Lucjusz Sulla wraz ze swymi podkomendnymi ścigali ich aż do jego murów. Następnie Sulla nakazał otoczyć go zwartym korowodem żołnierzy, tak, aby podobna sytuacja z przeszkadzaniem w pracach ziemnych się już nie powtórzyła. W dodatku Sulla pragnął pojmać Archelaosa, nie chciał, by ten znowu – tak jak w Pireusie i pod Cheroneją – mu uciekł. Obóz barbarzyńców został więc otoczony, a działo się to już pod wieczór. Jak opisuje Plutarch i Appian, barbarzyńcy spędzili niebywale ciężką noc, cały czas nękani rzymskimi atakami. Po prawdzie jednak te nocne ataki nie mogły wyrządzić obozowi rzeczywistej szkody. Sytuacja rozgorzała z całym potencjałem dopiero gdy nastał wschód słońca i sytuacja była dosłownie jaśniejsza. Wojska rzymskie w zasadzie szturmem wpadły do wrażego obozu i wycięły w pień nieprzyjaciół Lucjusz Korneliusz Sulla zarządził zmasowany szturm na wraży obóz, nakazał swym żołnierzom atakować go z całą zaciekłością i siłą jaką mogą z siebie wykrzesać. Ci, będąc mu wierni i posłuszni, zastosowali się do rozkazu i po krótkiej, acz niezwykle zażartej i pełnej ofiar po obu stronach walce, zniszczyli jeden z rogów obozu, w taki sposób, że mogli już do niego wejść. Na nieszczęście dla Rzymian barbarzyńcy nie próżnowali – Archelaos bardzo szybko zarządził obsadzenie dużą ilością żołnierzy owego zniszczonego rogu. Jak pisze Plutarch, Rzymianie bardzo długo zwlekali z uderzeniem na ten punkt – wyglądało bowiem tak, jak gdyby każdy kto zbliży się do dziury miał zostać zaraz zabity przez czyhających i gotowych do ataku podwładnych Archelaosa. W końcu, po dłuższym czasie oczekiwania, pewien Rzymianin ruszył na wyłom, a w dodatku udało mu się zabić atakującego go barbarzyńcę. Co prawda po chwili sam również został powalony, ale jego działanie spowodowało przełom w umysłach innych legionistów – rozpoczął się szturm na obóz. W krótkim czasie barbarzyńska warowania została zdobyta a ziemia orchomeńska spłynęła litrami krwi. Mimo tak zaciętego ataku Rzymian Archelaosowi ponownie udało się uciec Zwycięstwo Lucjusza Sulli było niemal całkowite – zabił kilkadziesiąt tysięcy wrogów (niektórzy autorzy antyczni podają, że sto, ale ta liczba wydaje się być o jakieś 20 lub 30 tysięcy zawyżona), zdobył bardzo liczne i bogate łupy, a sam nie stracił aż tak wiele żołnierzy, by mogło to być dla niego jakąś rzeczywistą stratą. Niestety, nie udało mu się zrealizować założonego planu w stu procentach – Archelaos ponownie zdołał mu uciec. Autorzy antyczni przekazują, że wraz z kilkoma najbliższymi sobie ludźmi ukrywał się w zaroślach rosnących na bagnistych brzegach rzeki Melas, w końcu odnalazł tam jakąś małą łódkę i w niej uciekł z miejsca bitwy. Lucjusz Sulla, mimo, że rozpuścił za Archelaosem pogoń nie zdołał go schwytać. Nawet jednak mimo tego sytuacja wojsk sullańskich była dalece lepsza niż barbarzyńskich – w całej wojnie Sulla zabił dotąd około 160-200 tysięcy wrogów, a przynajmniej 100 tysięcy kolejnych ludzi wziął w niewolę (jak to bywa, niektórzy autorzy antyczni podają, że niewolników wziął dwa razy więcej, tj. 200 tysięcy). Sulla, w każdym razie, chwilowo nie miał nic do roboty – armia wroga była zniszczona i Mitrydates potrzebował czasu, by zebrać następną. Mimo zwycięstw w wojnie, Sulla miał bardzo wiele problemów Nie świadczy to jednak, że po Orchomenos Lucjusz Sulla nie miał już żadnych problemów – choć kwestia Mitrydatesa chwilowo oddaliła się, to Sullę przytłoczyły sprawy natury politycznej. Otóż w Rzymie rządził podówczas jako konsul Cynna, który na kolegę dobrał sobie Karbona. Obaj w dodatku współpracowali z Gajuszem Mariuszem, największym politycznym przeciwnikiem Lucjusza Sulli. Ludzie ci stosowali w Rzymie okropny terror. Jak podaje Appian, dom i posiadłości Sulli zostały spalone, jego przyjaciele zamordowani, majątek skonfiskowany a jego żona Metella wraz z dziećmi ledwo uszła z życiem z Rzymu i przybyła do Hellady, gdzie stacjonował Lucjusz Sulla. Zresztą coraz więcej osób do Sulli przybywało, bardzo wielu bowiem obawiało się pozostać w Rzymie – bali się o swe życie, Cynna i Karbon mordowali tak wielu, że nikt kto kiedykolwiek związany był z Lucjuszem Sullą nie mógł czuć się bezpiecznie. Lucjusz Sulla z pewnością bardzo chciał do Rzymu powrócić, pokonać wrogów i uporządkować sprawy polityczne. Był jednak człowiekiem niezwykle prawym i honorowym – skoro więc podjął wojnę z Mitrydatesem, to chciał doprowadzić ją do końca.
Kategorie
- Mity (3)
- Najnowsza (15)
- Starożytność (7)
- Wojny (12)
- Wojsko (10)
Westerplatte
Najbardziej trudnym do obrony był południowy odcinek Westerplatte, gdzie krzaki i drzewa, ograniczając pole obserwacji naszych posterunków pozwalały nieprzyjacielskim żołnierzom podejść niepostrzeżenie pod mur. Tam niemieccy saperzy założyli ładunki wybuchowe. Żaden z niemieckich żołnierzy, biegnących do pierwszego ataku nie spodziewał się, że po ostrzale z dział pancernika obrońcy mogą stawić silny opór. Niemcy biegli wprost pod lufę wielkiego karabinu maszynowego; co najmniej kilkunastu żołnierzy nieprzyjacielskich padło w tej próbie sforsowania polskiej obrony. Po chwili odezwały się karabiny z placówki Prom, doskonale zamaskowane, o istnieniu której Niemcy nie wiedzieli. Żołnierze niemieccy poderwali się do ataku, ale na próżno, ponownie rozprószył ich celny atak. Przed wpół do siódmej wysłano informacje o wycofaniu się grupy niemieckiej z powodu dużej ilości ofiar. Niemcy odstępowali, zabierając z pola rannych i zabitych. Pancernik tego dnia otworzył ogień po raz drugi, ale tym razem kanonada trwała pól godziny. Przed godziną dziewiątą, niemiecka piechota morska, wsparta działem ponowiła atak. Sytuacja polskich obrońców była już znacznie trudniejsza, ponieważ zdradzono pozycje promu, odpierając pierwszy atak. Załoga promu liczyła dwadzieścia jeden osób, a naprzeciw nich Szlo prawie stu esesmanów i żołnierzy piechoty morskiej. Dowództwo promu zdało sobie sprawę, że nie ma szans na zwycięstwo w obliczu silniejszego liczebnie wroga, więc wycofywali się do wartowni numer 1. Niemcy ruszyli za nimi. Przekazano dowództwu meldunek, że zbliżają się do polskiej wartowni. Ściany wartowni zaprojektowano tak, aby mogły osłonić załogę przed odłamkami i pociskami karabinowymi, ale nie mogłyby wytrzymać wybuchów pocisków artyleryjskich, ale wartownie miały swoje sekrety. Do marca 1939 roku znali go tylko oficerowie i nieliczni podoficerowie. Reklama: sklep erotyczny programowanie, bioinformatyka i biologia obliczeniowa woda mineralna konferencje Kołobrzeg biura na wynajem
Mity greckie powstały w czasach starożytnej Grecji. Były to czasy tak odległe i dawne, że pismo wtedy nie było jeszcze w powszechnym użytku. Dlatego też mity przekazywane były głównie z ust do ust aż do czasu, aż ktoś, kto miał dostęp do papieru oraz pióra – a były to osoby zazwyczaj zamożne – postanowił je spisać. Dlatego prawdopodobnie te mity, które znane są do dzisiaj, są tylko małym ułamkiem całej greckiej mitologii. Najważniejszym dokumentalistą mitów, był oczywiście Homer, wielki autor „Iliady” oraz „Odysei”, gdzie ustanowił kolejność mitów oraz powiązał wszystkich Bogów, jakie w nich występowały, podobnie jak i bohaterów. Mity są jednym z największych dzieł literackich, jakie udało się stworzyć człowiekowi. Mimo ogromu czasu, lat, dziesiątek lat oraz stuleci nadal są aktualne, a ich interpretacje pojawiają się niemal cały czas, w zmienionej tylko formie. To stanowi o ich unikalnych wartościach oraz ponadczasowych walorach. Chociaż najsłynniejsze mity powstawały właśnie w Grecji, bardzo duża ich część wywodzi się także z innych krajów. Ze względu na pierwszy materiał, na których były przekazywane wszystkie mity, czyli ludzkie usta, mity mogły na przestrzeni lat ulec zmianie, zanim zostały zapisane. Kto był ich pierwszym twórcą, jacy ludzie wymyślali te bajeczne historie, które inspirują do dziś? Najprawdopodobniej byli to podróżnicy, poeci, wielcy myśliciele oraz zwyczajni ludzie, czyli krótko mówiąc wszyscy. Sami twórcy mitów doczekali się własnych pieśni, w których śpiewający czczą ich mądrość. Niewielu wie, iż niektóre mity były początkowo treścią umieszczoną w pieśniach, a dopiero potem zostały przekształcone na formę w pełni literacką. Wiele z nich było także o wiele bardziej skromne w treści, a resztę opowiadaną dzisiaj w opowieściach dopisali współcześni pisarze. A dlaczego powstawały mity? Z różnych powodów. Ludzie od zawsze byli zainteresowani sprawami niemożliwymi, niedoścignionymi. Intrygowały ich sytuacje, w których z całą pewnością nigdy nie będą uczestniczyć, więc tworzyli na ich temat historie. Dużą zasługę odegrała także religia – ludzie chcieli w ten sposób poczuć się bliżej swoich Bogów i poznać ich z innej strony. Czy mity posiadają w sobie wartości moralne, może jakieś wnioski? Oczywiście, właściwie każdy mit jest osobną anegdotą zakończoną konkretną puentą skierowaną do ludzi, którzy wybierają życie w podróży. Bardzo wiele dzisiejszych znaczeń, powiedzeń oraz anegdot opiera się na greckich mitach oraz ich właściwościach. Kto bowiem nie słyszał o Dedalu i Ikarze, ojcu i synu, chcących uciec z niewoli, więc skonstruowali wespół skrzydła. Uciekli na nich, mimo to Ikar postanowił nie słuchać rad ojca i wznieść się bliżej Słońca, co roztopiło jego woskowe skrzydła. Wniosek jest oczywisty – żeby trzymać swoje ostrogi na smyczy, słuchać rad starszych, bardziej doświadczonych i obytych ze światem. A kto nie wykonywał w życiu pracy polegającym na bezsensownym wykonywaniu czynności, a potem musiał to od początku powtarzać? No jasne – syzyfowa praca jest tak powszechna, że chyba nie ma osoby, która nie skojarzyłaby tego stwierdzenia. Tak więc mity od początku do końca niosą w sobie pewne przestrogi, rady oraz życiowe wskazówki. Początkowo postać ta nie była uznawana za bóstwo, a jedynie tak określano wszystkie groźne żywioły, od deszczów, poprzez silne wiatry, tornada, wybuchy wulkanów itp. Dopiero drogą ewolucji stał się Bogiem. Bardzo ważnym krokiem w jego powstawaniu był ten, który wykonał Homer, nazywając go po raz pierwszy Bogiem Bogów, usadzając go na samym szczycie największej hierarchii. Zeus był uznawany za Boga mądrości, ładu i porządku, którego wiecznie pilnował, a wszelkie konflikty łagodził właśnie wyładowaniami atmosferycznymi. Cały boski świat, jaki się ukształtował, zaczynał się od niego, on ustalał zasady, nakazywał, zakazywał oraz doradzał. Był władcą absolutnym, potężnym i wielkim mędrcem, boskim uosobieniem mądrości i chwały. Co ciekawe, nie on jednak był wszechpotężny, a Los, bezosobowa postać, kierująca od początku do końca poczynaniami tak Bogów, jak i wszystkich ludzi. Także Zeus podlegał jego wyrokom, osądom. Mimo wszystko był najbardziej czczonym Bogiem w Grecji. Hades jest przedstawiany jako czarny Bóg, panujący całym światem umarłych. Był synem Kronosa oraz Rei, mężem Persefony, a także bratem Zeusa oraz Posejdona. Był głównym zarządcą dusz zmarłych, był uważany za bezlitosnego władcę, przy którym każdy inny czuł strach i szacunek. Był wiecznie otoczony wszelkiego rodzaju sługami oraz pomagierami, był brutalny i bezwzględny, nikt, kto mu podlegał, nie mógł czuć się bezpiecznie i luźno. Hades był również greckim odpowiednikiem chrześcijańskiego Piekła, do którego trafiali wszyscy grzesznicy. Sam Hades natomiast przedstawiany był w posągach jako brodaty mężczyzna z siwą brodą. Trzymał w jednej ręce róg obfitości, zaś w drugiej narzędzia rolnicze. Był obiektem modlitw wszelkich robotników – ci uważali go za rozdawcę bogactw. Jednak do Hadesu, piekła, nie trafiali wszyscy , bo było jeszcze Elizjum, czyli to, co w chrześcijańskiej religii przedstawiane jest jako Niebo. Hades pojawia się także jako szatan w wielu współczesnych historiach, ale cechy charakteru zachowując w stu procentach.
O godzinie czwartej trzydzieści na pokładzie Schlezwicka Holsteina zabrzmiały dzwonki alarmowe. Okręt ruszył w Dul kanału portowego, aby zająć pozycję, z której miał prowadzić ogień. Siedemnaście minut później, zakotwiczony w odległości około pięciuset metrów od polskiej składnicy tranzytowej otworzył ogień z najcięższych dział. Sam podmuch po wystrzale uszkodził kilka domów, stojących tuż nad kanałem, zerwał namioty, ustawione nad brzegiem kanału. Ogień otworzyły wszystkie ciężkie karabiny maszynowe z wysokich budynków po drugiej stronie kanału. Niemcy widzieli, jak na dłoni wszystkie obiekty Westerplatte, dzięki dogodnym pozycjom, jakie zajmowali. Przez pierwsze osiem minut pancernik wystrzelił aż osiem pocisków największego kalibru, pięćdziesiąt dziewięć pocisków nieco mniejszych i sześćset pocisków z dział. Tuż przed godziną piąta pancernik przerwał ogień, a z Mewiego Szańca piechota morska ruszyła do ataku w stronę bramy kolejowej polskiej składnicy. Dwa plutony posuwalny się na skrzydła, a po środku szedł pluton saperów, a ich zadaniem było dokonanie wyłomu w murze, przez który reszta żołnierzy miała wedrzeć się na Westerplatte. Polską składnicę otaczał mur, wysoki na około dwa i pól metra, zabezpieczający naszą załogę przed nieprzyjacielską obserwacją i przedostawaniem się niemieckich dywersantów i niespodziewanym atakiem. Sytuacja była bardzo poważna dla Niemców, w ciągu dwóch dni walk na Westerplatte stracili osiemdziesięciu dwóch ludzi. Zaproponowano, że wobec istnienia na Westerplatte potężnych fortyfikacji, konieczne jest wprowadzenie do akcji ciężkiej artylerii, moździerzy dwieście dziesięć milimetrów, Czolów i okrętów, które powinny uderzać z różnych stron. Niemcy wzmacniali silu a Westerplatte broniło się. Czwartego września na Pomorze przybył Adolf Hitler, wyruszy do kwatery czwartej armii; stamtąd pojechał na front, aby spotkać się z żołnierzami. W tym czasie pociągi na stacji cały czas pozostawały pod parą, w przepadku, gdyby nadeszło zagrożenie z zachodu. Hitler obawiał się uderzenia wojsk francuskich, dlatego chciał mieć możliwość jak najszybszego przejazdu na front zachodni. Na początku września Brytyjczycy praktycznie dopiero zaczęli przerzucać do Francji jednostki korpusu ekspedycyjnego. Na kontynent wysyłano pierwszych żołnierzy, pozbawionych jeszcze ciężkiego sprzętu. Zaczęły się przygotowania do przerzucenia jednostek lotniczych. Musiało minąć jeszcze wiele miesięcy, zanim brytyjski korpus ekspedycyjny byłby gotowy do podjęcia walki. Francja skoncentrowała czternaście dywizji, z których dziewięć miało rozpocząć działania zaczepne, jednak siła ta nie stanowiła siły, która mogłaby zagrozić Niemcom. Walka na dystans to domena dzisiejszych konfliktów, ponieważ dzięki zastosowaniu znanej nam dzisiaj technologii możemy stworzyć takie zagrożenie, że nawet nasza planeta może zostać zniszczona. W tym artykule chciałbym przedstawić kilka rodzajów broni służącej do walki dystansowej, ponieważ jest to w dzisiejszych czasach temat dość popularny. Ludzie muszą się dowiedzieć o tym, jak najwięcej, ponieważ jest to zagrożeni na skalę globalną, ponieważ po mimo tego, że państwa zbroją się pod pretekstem zapewnienia bezpieczeństwa swoim obywatelom, to doskonale wszyscy wiemy, że chodzi tutaj o to, aby jak najbardziej się przygotować na wypadek domniemanej wojny, która w końcu i tak nastąpi, ponieważ znajdzie się jeden szaleniec, który będzie chciał zawładnąć światem i zgromadzi wystarczającą armie, aby wywołać konflikt, jednak w przypadku użycia broni nuklearnej ludzie na całym świecie ucierpią i to w sposób znaczy i jednocześnie może się okazać, że będzie to koniec dziejów ludzi na tej planecie. Broń do walki na daleki dystans to oczywiście karabiny maszynowe. Są one idealnie przystosowane do tego, aby walczyć nimi na dystans, ponieważ wystrzeliwane z niech pociski potrafią pokonać dystans nawet kilkuset metrów, co pozwala na zabijanie wrogów bez konieczności zbliżania się do nich. Oczywiście karabiny maszynowe dają nam możliwość miotania pocisków w bardzo dużej ilości w trakcie trwanie minuty, ponieważ nawet do kilkudziesięciu na minutę. Oczywiście musimy pamiętać o tym, aby zmieniać magazynki z amunicją, ponieważ w przypadku, kiedy nam jej braknie, stajemy się bezbronni i musimy zdać na łaskę wrogami, która zazwyczaj nie wygląda zbyt życzliwie, ponieważ w dzisiejszych czasach nie opłaca się brać jeńców, a więc zabija się wszelkich wrogów, jakich spotka się na swojej drodze. Oczywiście karabiny maszynowe to idealna broń niosąca śmierć i to nie tylko ludziom, ale również zwierzętom czy jakimkolwiek innym stworzeniom żywym. Karabiny maszynowe są stosunkowo ciężką bronią do noszenia.
Churchill przyjmował w nim swoich ministrów i wyższych oficerów. To właśnie w tych bunkrach podejmowano najważniejsze decyzje. Było tam także centrum dowodzenia, gdzie spływały raporty ze wszystkich linii frontu. Wyposażone było w radia, telefony i telegrafy. Uzyskane informacje natychmiast nanoszono na mapy. Centrum dowodzenia działało 24 godziny na dobę, bez względu na naloty. W schronie znajdowały się także pomieszczenia mieszkalne. Urzędnicy najwyższego szczebla mieli prywatne kwatery. Inni sypiali niżej, w tak zwanym doku. Pomieszczenie było bardzo niskie i służyło wyłącznie za sypialnię, ale zapewniało pełną ochronę przed bombami. Naloty systematycznie niszczyły brytyjski system łączności, a bez łączności nie można było kierować wojną. Dlatego konieczna była sieć podziemnych tuneli. Rozpoczęła się zażarta wojna o komunikację. Zniszczenie łączności przeciwnika daje znacznie większe szanse na pokonanie go. Dzięki łączności z centrum Faradaya, Churchill utrzymywał łączność, ale i tę łączność systematycznie niszczono. Londyn był najbardziej niebezpiecznym miejscem; był to sam środek linii frontu. Schrony służyły także generałowi Einsenhaurerowi. Poza tym nie wiele jest o nich wiadomo. Był to wielki wysiłek, nieporównywalny z innymi projektami wojennymi. Ludzie na górze nie mieli pojęcia, co się dzieje. Nawet niewielu współczesnych nie wie, co kryją londyńskie podziemia. Zbudowany w podziemiach miast kompleks sięgał korzeniami dawniejszego konfliktu. Jeszcze na długo przed wojną, agresywna polityka Hitlera wywołała w Londynie panikę. Wierzono, że na stolicę spadną bomby z gazem. Potrzebowano schronów, jednak ich budowa była zupełnie nowym przedsięwzięciem. Do współpracy zaproszono inżynierów budownictwa oraz architektów. Churchill nie był zwolennikiem takiego rozwiązania już od czasów I wojny, uważając, że chowanie się pod ziemią to rodzaj tchórzostwa. Pierwsze zlecenie znalezienia odpowiedniego schronu dla rządu, inżynier brytyjski otrzymał w 1938 roku. Rozpoczęła się wtedy budowa najbardziej tajemniczej sieci podziemnych schronów oraz tuneli w historii Anglii.